Zdrowienie – proces oduczania się.

W temacie zdrowienia można pisać wiele. W temacie zdrowienia spotyka się bowiem wiele zagadnień: przyczyny choroby, droga choroby, tamy w ciele, kompensacja przeciążeń, wzorce myślowe, które podświadomie rządzą naszymi przekonaniami, decyzjami a więc naszym całym życiem. Pojawia się objaw (choroba się objawia) i należy podjąć decyzję, jak sobie z tym poradzić. Stajemy więc na skrzyżowaniu decyzji i należy wybrać drogę. DO czy od zdrowia.

 

Jest takie powiedzenie, które co jakiś czas wyłazi spomiędzy różnorodności terapii: „łatwo jest chorować, zdrowienie to niejednokrotnie duży wysiłek i trud”. Z mojego punktu widzenia choroba to przede wszystkim jej objawy, a więc ból oraz zespół dysfunkcji typu drętwienia, osłabienia czucia, siły, koordynacji, zaburzenia snu, koncentracji, dysfunkcje czynnościowe narządów wewnętrznych powiązane odruchowo z układem ruchu. To oczywiście tylko jej udostępnione światu oblicza. A co jest pod spodem? No własnie t o, co powinno podlegać leczeniu, zmianie, przepracowaniu, przepalaniu, odrzuceniu, by na to miejsce wprowadzić nowe. Ale nowe co? Nowe zachowania ruchowe, nowe myśli, nowe przekonania, które to należą do najtrudniejszych do zmiany. Bo tak, jak ciało można uchwycić w ryzy ćwiczeń, dotknąć jego bólu,, napięcia, o tyle myśli i przekonania są na swój sposób nieuchwytne. W tej nieuchwytności jednak o wiele bardziej niszczące. I w rezultacie o wiele trudniejsze do analizy, ćwiczenia, zmiany.

 

W swojej praktyce pracy z chorobami dostrzegam jedną zasadniczą zależność: to właśnie wzorce myślowe niszczą ludzkie zdrowie przede wszystkim, usztywniają ludzi w postawach, które „ni przypiął, ni przyłatał” nie pasują do rzeczywistości, w której przychodzi nam żyć. To one, będąc swojego rodzaju fundamentem postrzegania siebie i rzeczy wokoło, naszym być-albo-nie-byciem. To właśnie formułki, które wtłaczano dziecku do głowy o nim samym, o tym, jak wygląda świat, relacje między ludźmi – to one (mówiąc językiem młodzieży) orzą dekiel tak, iż nie sposób się spod tego wygrzebać, tak bardzo zmieniają charakter, tworząc coś, co w prostej linii prowadzi do choroby.

 

To, co wielu z nas uważa za „normalne” wychowanie, jest zwyczajną psychotyranią, zniszczeniem świadomości dziecka na dzień dobry. A potem to dziecko idzie w świat i … ma swoje dziecko. „Rodzic jest najważniejszy”, „to dla ciebie usunęłam ciąże, by ci było na świecie lepiej”, „zachowujesz się, jak głupek”, „prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze” – to przecież tylko szczypta tego, co przekazywane jest dzieciom w imię”dobra dziecka”. W imię splątania go uwikłaniem w chorego emocjonalnie rodzica, który nie ma za grosz szacunku dla siebie, swoich bliskich a co dopiero dziecka. Przecież dziecko, to nie człowiek. To jakiś twór, który można szantażować emocjonalnie, przekupywać, straszyć na różne sposoby, kłamać, można unikać prawdy o sobie w rozmowach, nie wspominać o emocjach, nie przeżywać ich wspólnie. To coś, co można bić.

 

To jedno wielkie bagno, które wsysa, niszczy charakter, łamie serce, mnie, jak papier spontaniczność dziecka, zabija jego elastyczność, prawdomówność, radość, a co najgorsze – tworzy właśnie przekonania, wzorce myślowe. Te natomiast usadawiają się w najlepsze w ciele i dawaj odstawiać tam swoje tańce. Naprężenia połączone z lękiem, złością, przekonaniem o swojej nieomylności lub wręcz bezwartościowości, chęcią odegrania się, stłumieniem radości, seksualności, no bo przecież to wstyd, brud i grzech wszelkiej maści. Zamknięcie na elastyczność, dopuszczenie do siebie prawdy o sobie, często niewygodnej, bo obracającej w perzynę iluzję, w której się żyje. Zamknięcie na szacunek dla ojca własnego dziecka, na szacunek dla drugiego człowieka, który wykracza poza policzalność zawartości portfela… Przecież ten zbiór nie ma końca. Co człowiek, to kolejny splot zdarzeń, reakcji, emocji, nieprawd, iluzji, stalowych wręcz „pewności” co do tego, jak wygląda życie…

 

I co z tym? Zmieniać czy trwać w tym biorąc kolejne leki przeciwrefleksyjne, które reklamuje telewizor? Podjąć się pracy nad oduczeniem się tego, co doprowadziło moje zdrowie nad krawędź? Podjąć się pracy nad uelastycznieniem myślenia a przez to ciała, bo te dwie elastyczności idą ze sobą w parze? Odpięcie się od liny, która utrzymuje mnie na skale przekonań, wyrosłej dawno i tak bardzo zajmującej nas swoim widokiem, iż nie dostrzega się niczego innego? Podjąć się skoku na głęboką wodę zmiany siebie, czy pluskać się dalej w kałuży przekonanej pewności, że jestem ach och wspaniały? Sięgnąć do zasobnika myśli, by przejrzeć je i zastanowić się, czy aby nie trwam w błędzie, czy może jednak chodzić w pseudochwale swojej głupiej bezrefleksyjnej niewiedzy że może być inaczej? To kwestia decyzji, odwagi i pokory, którą rozumiem, jako  gotowości do przyjęcia trudu i wymogów pracy nad sobą, a nie nad wszystkimi wokoło według moich wskazówek.

 

Mistrzowie aikido twierdzą, iż aikido jest jednym wielkim oduczaniem się (dlatego dzieciom idzie najlepiej chyba).Oduczaniem się ruchu, który zazwyczaj jest starciem z oponentem, oduczaniem się myślenia o starciu, wygranej, krzywdzie, przegranych… Ponieważ analogia aikido do życia jest uderzająca, zdrowienie stanowi więc proces oduczania się siebie sprzed choroby. Jest koniecznością zmiany siebie, swoich emocji, ducha, swojego serca i wynikowo – reakcji ciała. Jego usztywnienia, napięć, wzorców ruchowych. To proces, który potrafi trwać miesiącami, latami, gdyż niejednokrotnie tyle trwało dochodzenie do choroby. Ale czy warto? Bez wątpienia.

 

Nas nowy rok więc pozwolę sobie życzyć czytającym te słowa zdrowienia, bo jest ono warte więcej, niż trud, który w nie włożymy. Zadowolenie, wolność od siebie sprzed choroby, od krzywdy wyrządzanej sobie i innym, niejednokrotnie najbliższym, miękkość ciała i umysłu (nie mylmy z miałkością) to nagrody, które czekają na końcu tej drogi. Wystarczy tylko dobrze i w odpowiednim momencie skręcić w odpowiednim kierunku…ale do tego trzeba dorosnąć. Niestety nie tylko metryką lub pozycja społeczną, bo one nie maja tu żadnego znaczenia.

 

Wspólnie redagujemy portal www.dobrapolskaszkoła.pl
Sztuczne mięśnie?