Światło w terapii

Światło w terapii oznacza oświecenie. Pewien stan, dzięki któremu widzimy dotąd ukryte, zdajemy sobie sprawę z tego, co na zewnątrz. Coś rzuca światło na nowe aspekty nas, dzięki czemu stajemy przed możliwością postawienia kolejnego kroku.

 

Jak zawsze postaram się mówić obrazami. One najmocniej przemawiają, a tym bardziej, gdy padnie na nie światło dostrzegania szczegółów, którymi są pokryte. Bo najbardziej warto patrzeć na szczegóły…

 

Wyobraźmy sobie małe dziecko, które siedzi zamknięte w ciemnym pokoju. Ciemności towarzyszy pewien poziom niepewności, może lęk, może przerażenie, bywa, że także takie, które odbiera głos, zaciska gardło i uniemożliwia krzyk, wołanie o pomoc. Wiemy, że zahamowany głos oznacza zamkniętą przeponę, zaciśnięte gardło, niemoc, którą ciężko przezwyciężyć. I dziecko to trwa w ciemności, nie wiedząc, że świat za drzwiami może mieć swoje barwy, zapachy, może być wart odważenia się wyjścia po omacku choćby, ale by trafić do drzwi. A może by zburzyć ścianę. Dziecko przyzwyczaja się do siedzenia, milczenia, ktoś mu nakazał tam zostać, zabronił wychodzić, tak będzie lepiej dla wszystkich. Dziecko słucha, choć czuje, iż jest to wbrew niemu. Boi się jednak wyjść poza zakaz.

 

Trwanie w ciemności wyrabia nawyki, przekonania, pewność wręcz o sytuacji, w której trwam, uczy radzenia sobie w sytuacji, gdy utrudnione jest swobodne poruszanie się, życie w ogóle. Im dłużej trwa ten stan, tym głębiej wrasta w duszę i ciało. Chyba, że gdzieś głęboko tli się jakaś iskra.. Iskra czego?

 

Iskra jest zalążkiem światła albo jak ktoś chce – szczątkiem światła. Jego cząsteczką, jego przetrwalnikiem, jego Nadzieją. Iskra jest zapalnikiem, ryzykiem, że zapali coś, od czego powstanie płomień, pożar, co może doprowadzić do spopielenia dotychczasowości.  Czymś, co może zmienić mój wewnętrzny świat, obrócić w niebyt to, co było jego ramami.

 

Wspominałem już nie raz, iż w każdym z nas żyje Wewnętrzny Lekarz. Mądrość. Naturalność. Głos, Siła, które wiedzą. Wiedzą, co jest podstawą dysfunkcji, wiedzą, co będzie dla niej najlepszym lekiem. Wiedzą, jakich narzędzi użyć, by proces wygrzebywania człowieka z choroby był najskuteczniejszy. Potrzebują jednak do tego światła. By zaświecić w oczy, w serce, w umysł, by wpuścić na drogę smugę światła, a przynajmniej poświecić pod nogi, by można było wykonać  kilka choćby kroków na rozpęd. To światło jest w każdym z nas.

 

Jest nim Świadomość.

 

Świadomość = Wiedza? Także. Ona jest fundamentem akceptacji, rozumienia i uruchomienia procesów decydowania o sobie, wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Dzięki niej umiem określić, kim jestem, dokąd zmierzam, jaki jest cel tej marszruty i co mam w jej trakcie robić, by wypełniać ją po brzegi sobą, zdrowiem, zadowoleniem, prostotą, jasnością…

 

Świadomość uruchamia w nas czasem ktoś / coś z zewnątrz. Słowo, pojawienie się człowieka, zdarzenie. Na deskach naszego osobistego theatrum rozgrywa się spotkanie z doświadczeniem, które stanowi pierwszy kwant energii, dzięki któremu uruchamiają się reakcje w nas. Pierwsza kropla oliwy w zastałe tryby, pierwsza próba uruchomienia dawno nie używanego samochodu. Nie ma powrotu, zaczyna się coś nowego.

 

Światło wnosi do ciemnego pomieszczenia Odwaga, która przychodzi nam z pomocą wraz z Determinacją. Niezgoda na dotychczasowe wysyła je z misją ratunkową, by nie było za późno. I nie obiecuje bynajmniej niczego miłego na początku. Trzeba będzie zmrużyć oczy, bo kiedy wyjdziemy z ciemności, dopadnie nas światło. Zewsząd. Zagarnie nasz świat i nic mu nie stanie na przeszkodzie. Pamiętacie tao zdanie: „i stała się jasność i jasność była dobra”? Bo jasność taka jest. W niej wszystko widać. Każdy szczegół naszej twarzy, załamania siatkówki, kurz na rękach, wstrzymany oddech, nie ten kierunek podróży.

 

Bez światła jest trudno żyć. Światła potrzebują rośliny, ludzie, zwierzęta. Ci, którym odbiera się światło, niejednokrotnie gasną. Tym, którym ukazuje się światełko w tunelu – widzą szansę na nowe, inne. Przysłowia przechowują tyle zwrotów dotyczących światła, że mówi to za siebie. By po nie sięgnąć, czasem potrzebny w nas prometejski wysiłek. Nie każdy umie skraść ogień bogom, ale ten, kto ośmieli się to zrobić, będzie miał do dyspozycji niezwykłe narzędzie. Będzie mógł widzieć. Będzie miał jasność. Będzie mógł wybierać, decydować, będzie miał szansę, będzie świecił w swoje serce, oświetlał mu drogę, może nawet to światło pomoże innym, którzy siedzą w ciemności… Na siebie, na zdrowie, na szczęście, na decydowanie o sobie. Na pełnię życia. Na proces, który będzie jego drogą do siebie. Prawdziwego. Trudne? Odpowiedź zna każdy z nas z osobna.

 

 

Biodra w ruchu. Ruch w biodrach.
Doprecyzowanie pojęć jest podstawą wyboru drogi