blodef

Równowaga a oddech

Po artykule o równowadze, odnoszącym się do starochińskiego znaku DZIECKO / MISTRZ, temat zaczął żyć własnym życiem. Dostałem kilka ciekawych komentarzy, w których dzielicie się ze mną swoimi rozważaniami o tym, czym jest BRAK równowagi w Waszej codzienności, jak to się w Was „odkłada”, czym przychodzi za to płacić no i czym jest brak równowagi w życiu Waszych pociech…

W materii równowagi niezwykle ważnym jest oddech. Rozumiany najspokojniej, najnaturalniej i najgłębiej, jak tylko się da, a więc… po dziecięcemu. Więc pójdźmy w dziecięcy oddech: czym jest, jaki jest i po co jest.

Jego naturalność oparta jest o wydajność układu oddechowego, odpowiedzialnego za wymianę powietrza po prostu,ale także – i to ważniejsze – o stan miednicy mniejszej oraz tkanek poniżej przepony. Także jej samej, a może właśnie jej samej.

Automatyzm oddechu gwarantowany jest przez sprawnie działający ośrodek oddechowy w rdzeniu przedłużonym, jednej z najstarszej części mózgowia ludzkiego. On plus rytm serca oraz puls płynu mózgowo rdzeniowego i podstawowe funkcje ciała mamy „zaklepane”. Mechanika hula, ale co z jakością?

Oddech powinien być wszechogarniający ciało, co oznacza, iż winien docierać w nim dosłownie wszędzie. Dzięki prawidłowym naprężeniom wymienionych powyżej struktur oraz ich harmonijnemu zgraniu w całościowej pracy ciała, oddech przede wszystkim powinien wypełnić miednicę. Docierając do niej – i tu potrzeba obrazu – tyłem ciała, otwiera brzuch na rozprężenie i przyjęcie wdechu. Brzuch robi mu miejsce, pozwalając wdechowi omieść dno miednicy i umiejscowić się na wysokości centrum ciała, czyli w rzucie drugiego segmentu krzyżowego. 

Wydech nie jest li tylko swobodnym odwróceniem tej czynności, bynajmniej. Jest wydajnym wyrzuceniem z siebie zalegającego powietrza, które wyprowadza z ciała dwutlenek węgla, ale i wszelkie niepotrzebne naprężenia. Dlaczego?

Wdech i wydech to przecież nierozłączni partnerzy skurczu i rozkurczu. Nie ma jednych bez drugich. Powiem więcej – od stanu mięśni operujących oddechem, w dużej mierze zależy jego jakość. Im większe napięcia czy to w miednicy, czy „po drodze” oddechu – mowy nie ma o wydajności togoż.

No więc: wdech – napięcie, wydech – rozluźnienie. Idąc za tym tokiem myślenia, łatwo nam wydedukować, iż do spokoju i równowagi potrzebne są zarówno głęboki i wydajny oddech ale także niepospinane mięśnie.

Dzieci w swojej naturalności mają łatwość sięgania po oddech i gospodarowania nim. A jeśli coś im staje na przeszkodzie – próbują ją usunąć. Płaczem. Krzykiem. Szlochem. Wzdychaniem. Śmiechem. Są bowiem mistrzami w utrzymywaniu równowagi. To głupota tzw. dorosłych niszczy ich naturalność, płynność i miękkość czerpania z tegoż właśnie zasobu. To tzw. „dorośli” zamykają im oddech słowami typu „nie będę z tobą więcej dyskutować”, „koniec rozmowy”, „zamknij się” itd. 

Do prawidłowego oddechu dziecko potrzebuje przytulenia, bo ono wnosi w jego ciało spokój i rozluźnienie. Nieprzytulane – twardnieje dosłownie wręcz. Nie trzeba tłumaczyć więc, czym kończy się „zimny chów”.

Pozwólmy sobie więc i dzieciom na oddech. Jeśli zapomnieliśmy, jak to jest, gdy sięga on wręcz do samych stóp – spróbujmy go obudzić. Czasem przebudzenie potrafi być szokujące dla ciała, ale nigdy nie pozostanie bez korzyści.

Z zaprzyjaźnionego blogu Mistrza Znaków o oddechu: http://znakownia.blox.pl/tagi_b/298699/kokyu.html

oddychajmy całymi sobą więc…

Środek ciężkości ciała
Kompensacja i równowaga