Panowie, do dna!

Nie, nie, nieee, to nie żadne wznoszenie toastu w barze. To okrzyk w kierunku męskiego dna miednicy! Panowie, sięgamy dziś do dna i zastanawiamy się, jak o nie zadbać, by służyło nam dobrze, długo i radośnie 🙂

 

Męska miednica jest równie delikatna, wrażliwa, wymagająca czułości, staranności, jak żeńska. Męska miednica ma swoje oszpecające ją przekonania przekazywane z pokolenia na pokolenie, które ją krzywdzą, napinają, detonują w niej bomby z opóźnionym zapalnikiem. Spróbujmy popatrzeć na nią przez pryzmat wymagań obecnej cywilizacji, ale i delikatności, która jest do niej przypisana przez Naturę.

 

Najgorsze, co może się trafić miednicy, to jak zawsze przekonania, które przerabiane są na wzorce napięć. „W życiu trzeba mieć twardy tyłek”, „zepnij tyłek i do roboty”, „nikt tak nie kopie w tyłek, jak życie” i takie mniej lub bardziej „mądre”. Ze spinaniem tyłka wiąże się bardzo prosta zależność pomiędzy mięśniami bioder i miednicy mniejszej – jak się napinamy, to wszystkie na hurra. Nie ma tam takich, którzy sobie siądą przy miedzy i odczekają, aż reszta towarzystwa się wynapina, wynapręża i może zmęczy. Tak dobrze nie ma. Wszystkie napięcia idą ławą, jeśli mogę to obrazowo ująć. Napięcie zwieraczy odbytu (szczególnie zewnętrznego), przenosi się natychmiast na okolicę, która niezwykle żwawo przechwytuje informację napięciową. 

 

Miednica to nadal miejsce, „gdzie słońce nie dochodzi” – a więc tabu społeczne, kulturowe. U dziecka, które się rozwija jedną z zabaw preferowanych przez otoczenie jest przecież: pokaż nosek, pokaż uszko, ale nie pokazuj nie daj Boże siusiaka. Wszystko w ciele jest fajne, ale są mniej fajne miejsca, które winny zostać zakryte.

 

Jeśli do tej zupy dosypiemy przyprawy pt bicie po tyłku, dochodzi nam istotny czynnik potęgujący nieprawidłowości ciała w tym rejonie ale też kumulacja złości, agresji, które będą szukały albo ujścia w zachowaniach zbliżonych / tożsamych lub zostaną skumulowane i spętane siłą mięśni ciała aż do wytworzenia jakiegoś łańcucha patologii.

 

„Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze” to nadal żywe a jakże głupkowate powtarzane wokoło stwierdzenie. I co ciekawe – powtarzają je niejednokrotnie kobiety, które z wytęsknieniem spoglądają w dal w poszukiwaniu wrażliwego mężczyzny. Utarte także w kręgach tzw. twardzieli, którzy raczej w poduszkę będą wypłakiwać swoje problemy, a wśród kolegów będą grać supermanów. Dotyczy to też tzw. normalsów, którzy nie wyobrażają sobie, by mogli „puścić” emocje i rozpłakać się. Twardość gardła, klatki piersiowej a także miednicy z jej zawartością, utrzymują sztuczny stan pozorowanej równowagi. Reszta znana…

 

Spójrzmy na chwilę na potencjalne dysfunkcje powiązane z naprężoną miednicą męską. A tu do wyboru, do koloru. Zaparcia, rozwolnienia, aktywne guzki krwawnicze odbytu, bóle głowy, bolesna ejakulacja, zaburzenia wzwodu (do braku włącznie), stany zapalne prostaty z nowotworowymi włącznie, zaburzenia mikcji (opróżnianie pęcherza), bóle jądra, pachwin, samych bioder itd itd. Jest w czym wybierać, dla każdego coś się znajdzie. Szczerze? Nie warto… Przez kontrast od razu widać, jak wiele dobrego funduje nam zdrowa miednica 🙂

 

Kiedy zaczęto sięgać do miednicy męskiej, by dotrzeć do powodów schorzeń narządów tam znajdujących się, podniósł się krzyk, że to homoseksualizm, molestowanie i inne plagi świata. Problem diagnostyczny i terapeutyczny tego rejonu jest zasadniczo problemem kulturowym i tyle. Badanie i terapia miednicy per rectum (przez odbyt) jest bowiem metodą z wyboru, niezwykle skuteczną, czytelną, wnoszącą  do wiedzy o badanej miednicy tak wiele, jak chyba żadne inne badanie. W połączeniu z igłoterapią tkanek miękkich miednicy oraz sensownie proponowaną autoterapią (także psychoterapią, jeśli sytuacja tego wymaga) otrzymujemy prostą i czytelną ofertę terapeutyczną, od której można wiele oczekiwać.

 

Z mojej wiedzy i dotychczasowego doświadczenia wynika, iż niewielu mężczyzn odważa się, by zadbać o swoją miednicę. Zaleczanie objawów, jeśli takowe się pojawiają, zamyka się zazwyczaj do brania leków, smarowania się maściami i udawaniem przed wszystkimi, że nie ma żadnego problemu. Bo jak tu mówić o nietrzymaniu moczu po resekcji prostaty, toć to wstyd i hańba narodowa. Istnieje coś takiego, jak profilaktyka, która pozwala dbać o siebie, zapobiegać, łączyć wiedzę z zakresu ruchowości ciała z wiedzą o odżywianiu, umiejętność odpoczynku z automasażem odpowiednich punktów, które pozwalają nam zachować sprawność narządów. Praca z oddechem stanowi jak zawsze nieodłączny element zarówno profilaktyki, jak i leczenia. Kucanie, kucanie, praca z czuciem dna miednicy, wszystko to jest dla każdego z Was.  Nie krępujcie się pytać, mówić o tym, co Wam dokucza tam na dole, to żadna ujma, a wręcz dowód mądrej i rozważnej męskości. W dbałości o siebie bądźcie konsekwentni, rozważni i otwarci na intuicję. To przyniesie efekty.

 

Do dna!

 

Jeszcze tylko kilka dni...
You never beat the classics ;-)