blodef

Jak bardzo potoczne zwroty pokazują mylność przekonań dotyczących ciała.

Jak bardzo potoczne zwroty pokazują mylność przekonań dotyczących ciała.

Potoczny język pełen jest zwrotów i stwierdzeń odzwierciedlających nasz stosunek do ciała, do tego, jakie wzorce przekonań nami kierują. Przekazywane tradycyjnie z pokolenia na pokolenie nie tylko mocno zakorzeniają się w myśleniu ( w podświadomości wręcz ), ale co gorsza uczą nas i nasze dzieci absolutnie chorego widzenia kwestii związanych z życiem bez bólu, w radości itd.

Poniżej wezmę pod lupę kilka i spróbuje pokazać ich tragiczność (nie umiem odnaleźć w tej chwili innego określenia).

 

„W życiu trzeba mieć twardy tyłek, jeśli chce się mieć miękkie serce”

Przekonanie ukryte w tym powszechnie znanym powiedzeniu dotyczy zasady: chcesz być dobry dla ludzi (czyli kochać ich sercem) – musisz liczyć się z tym, że dostaniesz przez to po tyłku. Uderzenia w pośladki jedyne, co robią, to usztywniają człowieka samymi uderzeniami oraz lękiem przed kolejnym „razem”. Ukryta treść mówi także: ceną miłości bezinteresownej jest ból (innych miejsc ciała). Pośladki czyli pokrywa bioder są częścią fundamentu człowieka, o czym wiele razy już pisałem. Naraża się więc fundament na stwardnienie, a to prowadzi do schorzeń zarówno stawów kończyn dolnych, jak i innych zespołów dolegliwości pochodzenia odmiednicznego. Kto więc godzi się na miłość bezinteresowną godzi się na cierpienie. Czyli miłość uszkadza, miłość kosztuje, miłość wymaga ofiary z czegoś. Odmianą tego powiedzenia jest to o miękkim tyłku, ale twardym sercu. Nikt w pełni władz umysłowych nie podąży za taką miłością, jestem pewien..

 

„W życiu trzeba mieć sztywny kark”

To zagadnienie dotyczy nie tylko karku, ale i całej sylwetki. Nadmiernie usztywniana prowadzi do spadku a w ostateczności do zesztywnienia ciała. W parze z tym idzie z reguły zesztywnienie poglądów oraz emocji. Bert Hellinger stwierdził kiedyś, iż ktoś, kto nie umie się ukłonić w pokorze swoim rodzicom i uszanować ich będzie cierpiał z powodu bólów kręgosłupa. W naszej rzeczywistości nie przyjęły się ukłony oddawane innym, a nawet jeśli kiedyś ich używano, to od dawna nikt tego nie robi. Proszę wybaczyć trywializm, ale sztywnienie czeka człowieka po śmierci, a nie powinno mu towarzyszyć za życia. Ta prosta acz dla wielu okrutna prawda pokazuje, iż – dosłownie – umieramy za życia, godząc się na postawę sztywności, uporu (w negatywnym tego słowa rozumieniu) oraz wynikowo nieelastyczności w zetknięciu się z nowym dniem, jego wyzwaniami i innymi ludźmi, których spotykamy na swojej drodze. Sztywny kark? Brrrr..

 

„Małe dzieci – mały problem, duże dzieci – duży problem”

Przekonanie to przyprawia mnie osobiście o dreszcze obrzydzenia. Traktuje ono w prostym przekazie dzieci, jako problem. Obserwując wielu rodziców śmiem twierdzić, że tak właśnie jest, że ich dzieci są dla nich nieustannym kłopotem, udręką i najlepiej by było, gdyby można było wyjąć tym potworkom baterie, by wreszcie stanęły grzecznie w kącie i nie przeszkadzały w dorosłym życiu ich rodziców. Tylko w tym momencie należy spytać: to po co im dzieci? By się pokazać? Bo mieć „laleczkę”, która można się pochwalić przed rodziną? Nie chcę tu snuć domysłów. W dziecku takowe przekonanie podtrzymuje poczucie winy za bycie problemem, ucisza pewność siebie, umiejętność dążenia do celu, samorealizacji. Jest to w moim przekonaniu zwykłe znęcanie się na własnych dzieciach. Brrr po raz kolejny..

 

„Jak tak będziesz biegał, to się przewrócisz”

Bardzo często widzi się taką scenę: biegnie maluch, rozpędza się, a za nim słychać krzyk rodzica „nie biegnij, bo się przewrócisz”. To jest jedno z takich zdań, które bezwiednie powtarzane, przekazuje naszym dzieciom nasz lęk, nasze nieumiejętności, nasz wpisany przez kogoś w nas wzorzec nie sięgania po maksimum naszych możliwości. Powstają więc takie dzieci nieudaczniki, którym nic nie wychodzi, które nie wierzą w siebie, u których każda wewnętrzna inicjatywa natychmiast wysłuchuje głosu rodzica (choćby ten już nie żył) : „nie rób tego, bo się przewrócisz”. Wypaczona wizja samokształcenia siebie, sięgania wyżej i wyżej wywołuje zazdrość względem tych, którym takowych przekonań nie wkładano do głowy i którzy zachwycają nas swoimi osiągnięciami. A zazdrość ta pociąga za sobą często chęć odegrania się, złość, agresję… Ruch, który powinien dawać dziecku nieokiełznaną radość zostaje obwarowany lękiem, przekonaniem, że prowadzi do nieszczęścia, do bólu. To jedno z przekonań przenosi się później na inne aspekty ludzkiego życia (seksualność, umiejętność aktywnego odpoczynku, ćwiczenia ruchowe itd.)

 

„Ona ma serce z kamienia”

Stwierdzenie opisujące stan wiążący się z wyjałowieniem emocjonalnym, nieumiejętnością empatii oraz postepowaniem manifestującym się wrogością, chłodem kalkulacji, chęcią uczynienia komuś krzywdy. Zranione serce, okradzione z uczuć, ciepła, miłości, przekształca się w kamień i jako takowe trwa. Stwardniałe nie umie prawidłowo pracować. Na samym jego spodzie leży nieutulona krzywda i niewypłakane łzy. Na zewnątrz mamy osobę wykorzystującą ludzi, bezdusznego człowieka, który z nikim i niczym się nie liczy.

„Dzieci i ryby głosu nie mają”

Powiedzenie, które dosłownie podcina gardło wszelkiej ekspresji. Tzw. zimny chów, którego podstawą bylo/jest absolutne posłuszeństwo rodzicowi i jego/jej postanowieniom zakazywało wszelkiego sprzeciwu. A ten wyraża się najczęściej słowem. „Nie pyskuj smarkaczu” to jedna z częściej proponowanych dróg zakończenia dyskusji z dzieckiem, o ile w ogóle do jakiejkolwiek dyskusji dochodzi. „Koniec dyskusji” wyrzucane w krzyku zazwyczaj, to przecież nic innego, jak oznaka nieumiejętności poradzenia sobie z problemem przez samego rodzica. A w dziecku zaczyna się wytwarzać stan, który można porównać do szybkowaru: w środku gotuje sie cos, ciśnienie duże, a gwizdek sobie pyk pyk… Zaciskanie zęby, gardło, przepona napięta, by utrzymać wszystko w ryzach. A jeśli towarzyszy temu jeszcze jakakolwiek forma przemocy (choć samo to jest już przemocą) tworzą się zespoły określane, jako rodzicielskie. Koszmarne w formie i konsekwencjach. Ukryta złość, agresja i chęć odegrania się, cedzenie słów przez zęby i napięcie górnej części ciała przy niestabilnej dolnej, to obraz osoby dotkniętej życiem w tym przekonaniu.

Wszystkie opisane zwroty wiążą się, jak łatwo dostrzec, z wypaczoną formą miłości lub jej brakiem. Słowo kocham niczego nie załatwia. Miłość to przecież wielki proces stawania się otwartym na nią i dawania jej z siebie drugiemu. Miłość odrzuca wszelkie protezy, a te podstawiane są nam ze wszystkich stron. By przynajmniej nie ukorzeniać w sobie nieprawidłowych przekonań o miłości i życiu – strzeżmy języka, który jest środkiem wyrażania nas samych oraz kształtowania przekonań w naszych rodzinach.

Myśl na dziś
Niedługo minie rok od założenia tego bloga