I znów reklamy…

Z niedowierzaniem przyjmuję ilość reklam w radiu i tv poświęconych wszelkiego rodzaju cudownym specyfikom, które – pstryk – i przywracają magicznie wszelkie zdrowie, sprawność nocną i dzienną, zabierają uciążliwe kurcze łydek u pani wychodzącej z siłowni (niezła skuteczność ćwiczeń, tak a propos), znoszą z powierzchni ziemi zespół niespokojnych nóg, jakże kłopotliwy szczególnie w nocy, wzmacniają wszelkie mięśnie, które trzymają w dybach każdy jeden zwieracz ciała i…i…co tam jeszcze się da a wszyscy święci wymyślą.

 

Żadna z reklam nie uwzględnia zjawisk opisywanych przez medycynę czynnościową, a które to poddają się leczeniu odruchowemu. Żadna z reklam nie sprzedaje pomysłu na autoterapię, na rozciąganie, na ruch. Każda natomiast rozpyla mgłę (nie, nie tę mgłę ;-)) na ludzkim myśleniu i odpowiedzialności za własne zdrowie i samopoczucie. Weź pigułkę…weź pigułkę…wszechogarniająca lekomania doprowadzona do absurdu.

 

Zrozumiałe jest to,że każdy chce żyć, firmy produkujące te „cuda” także. Zacytuję tu opowieść jednego z leciwych już aktorów polskich, który opowiedział kiedyś w radiu właśnie taką historię…

 

„Jestem już stary, więc chodzę co jakiś czas do lekarza. Ten przepisuje mi stertę leków, ja mu zostawiam kasę, bo wiadomo – lekarz chce żyć. Idę potem do apteki, płacę za to wszystko, bo aptekarz chce żyć. Wracam do domu i wywalam to do śmieci, bo też chcę żyć…”

 

I po reklamie…

 

Kolejna prelekcja w Artemisie w Mielcu
Urlop sierpniowy