blodef

Dysfunkcje pochodzące z notorycznego przebywania w pozycji siedzącej

I o tym w końcu trzeba napisać, gdyż problem dotyczy coraz młodszej grupy wiekowej ludzi a przez to coraz szerszej w ogóle. Siedzenie, siedzenie, siedzenie, najczęściej w wymuszonej i niekomfortowej pozycji, plus dochodzący do tego dość szeroko rozumiany stres związany czy to z „wyścigiem szczurów”, czy po prostu koniecznością utrzymania pracy i mamy gotową mieszankę wedlowską w wielu smakach. Trwające po kilkanaście godzin naprężenia struktur narządu ruchu, ograniczanie pływu krwi w naczyniach,  co daje jej zastoiny, przymuszanie mięśni do pracy statycznej utrzymującej ciało w bezruchu, wykorzytsywanie pojedynczych grup mięśni do pracy opartej o powtarzalne ruchy…co by tu jeszcze dopisać, by wystarczyło na początek?

Żart oczywiście, bo nie idzie tu o straszenie, a o próbę wypunktowania przynajmniej kilku wystarczająco poważnych powodów do tego, by pomyśleć o przeciwdziałaniu im, o ile to właśnie mnie dotyka obowiązek siedzienia w biurze i bezruch zjada mnie kawałek po kawałku.

Komputeryzacja życia z jednej strony wiele uprościła, ułatwiła i popycha do przodu, ale z punktu widzenia medycyny – tych, którzy je muszą obsługiwać, dotyka coś, co daje się w sumie już opisywać określonymi zespołami dolegliwości. Czyli powstaje grupa schorzeń bardzo szybko wpisujących się do grupy cywilizacyjnych. Czyli sprawa jest poważna.

Ruch jest naturalną formą życia, dzięki niemu ciało ludzkie jest „żywe”, dotlenione, dokrwione, odżywione… Każdy z reguły ma jakąś swoją ulubioną formę ruchu, która przynosi radość, która „rozładowuje”, odpręża i zadowala. To połączenie ruchu i jego pozytywności w sensie psychiczjnym jest najbardziej bezcenne. Nie będziemy zalecali nikomu przecież, kto uwielbia spacery z psem po parkach, by szedł na siłownię i rwał tony kilogramów, choć z punktu widzenia fizjologii może to okazać się dla niego dobre. Ale fizjologia sama w sobie nie uwzględnia emocji. A te pozytywne, to właśnie odreagowanie stresu.

Bo ten wydaje się nawet ważniejszy, niż samo siedzenie. Każdy ma swoją „mapę reagowania na stres”. Mowa tu oczywiście o tych negatywnych zjawiskach, które nas „kosztują”. Jedni „pakują” wszystko w nogi, inni w biodra, inni jeszcze w ramiona, w szyję.. Im więcej tych miejsc, tym mozaika się robi trudniejsza do ogarnięcia. Im mniej, tym z reguły dość mocne „zakorzenienie” napięcia. Tak czy tak – trzeba się temu w sobie przyglądać, gdyż w sytuacji trudnej, to z reguły te miejsca będą reagować czymś. Czym – bólem, drętwieniem, promieniowaniem, wrażeniem osłabienia, no i oczywiście wpływem na narządy wewnętrzne, z którymi narząd ruchu jest odruchowo połączony.

Zjawiska te, o ile trwają latami, potrafią wywołać ciąg bardzo mocnych zależności pomiędzy tymi patologicznymi bądź co bądź i zgubnymi dla organizmu reakcjami. Wytwarzają się choroby, z których wychodzenie jest bardzo trudne, wielokrotnie kończy się na braniu leków, które i tak są bazsilne w stosunku do tego, co wywołało chorobę a z reguły podawane są „na ślepo”, bo a nuż pomoże. Szafowanie własnym zdrowiem jest – delikatnie rzecz ujmując – nierozsądne. Jeśli zauważacie więc u siebie pewną powtarzalność zjawisk wywoływanych przez stres, pracę siedzącą – nie ma na co czekać, trzeba to przekonsultować. Czasem wystarczy niewielka ilość dodatkowej wiedzy, kilka wybranych ćwiczeń i można wielu rzeczom zapobiec. Najważniejsze to posłuchać własnej intuicji zdrowia, ona wiele podpowie.

Moczenie nocne u dzieci
Świece Hopi