Dlaczego warto rozciągać mięśnie przywodziciele uda?

Odpowiedź jest wręcz banalna: ze względu na biodra! Nudne? Nie sądzę. Zaraz to pokażę i wszystko stanie się jasne.

 

Mięsnie przywodzące udo są w pewnym sensie detektorami stanu bioder właśnie. W sytuacji, gdy naprężenie wokół bioder przechodzi pewną granicę, właściwą ich systemowi „rozpoznania” oraz gdy staw biodrowy zaczyna wysyłać do „centrum” informację o tym, iż jest nadmiernie skompresowany, włączają się wtedy przywodziciele. Po co? By w odpowiedzi na ciśnienie biodra podziałać w kierunku odciążenia tegoż i – w bardzo szerokim widzeniu tego zjawiska – wysunięciu głowy kości udowej z panewki. Oczywiście do tego nie dochodzi ze względu na fizyczne ograniczenia, ale naprężenie mięśni jest na tyle duże, by uznać je za obronne właśnie.

Popatrzmy teraz na ich umocowanie na szkielecie. Biegnąc od spodu miednicy, otaczają kość udową wachlarzem, który pozwala na współudział w globalnych ruchach kończyną dolną. Czyli grają w jednym zespole z mięśniami zginaczami, prostownikami i w zależności od potrzeby wspierają te w działaniu. Można więc się domyśleć, że ich poszczególne części są w stanie przejmować napięcia właśnie z tych dominujących grup. Co jednak najważniejsze to to, iż przywodziciele współuczestniczą w patologicznych napięciach dna miednicy. Przede wszystkim dzieje się to w napięciach o podłożu emocjonalnym oraz wynikających z uwarunkowań kulturowych – szczególnie u kobiet. Nie do pomyślenia jest przecież, by te siadały z szeroko ustawionymi nogami, więc należy kolana ściskać. Częstym powodem do naprężeń mięśni przywodzących są następstwa źle prowadzonego tzw. treningu czystości u dzieci. Wymuszanie wypróżnienia tudzież powstrzymywanie się przed tym na siłę, odbywa się właśnie przy dużym zaangażowaniu przywodzicieli. Stan przetrwały staje się nienormalną normą i pozostaje w tkankach, jako gigantyczna nieumiejętność relaksowania miednicy oraz bioder właśnie. Bicie po pośladkach, przez wielu nadal uznawane za normalne zachowanie względem dzieci (znam ludzi, którzy z uporem głupiego twierdzą, iż „lepsze bite, niż zgnite”), pozostawia w miednicy zbyt wiele napięcia, by uznać je za obojętne dla stanu przywodzicieli.

Przywodziciele pozwalają usiedzieć na koniu, współpedałują na rowerze, uczestniczą w najintymniejszych z ludzkich zbliżeń, współstabilizują pozycje w sztukach walk, hamują nadmierne odwiedzenie nogi podczas gry w piłkę itd.

Podrażnienie przywodzicieli zazwyczaj niesie ze sobą przeróżne zespoły bólowe pachwiny, krocza, narządów płciowych tudzież narządów miednicy mniejszej. Gama dolegliwości jest dość szeroka i zazwyczaj spędza sen z oczu wielu specjalistom od ginekologów poczynając, po andrologów, proktologów… a wszystko to nadmiernie naprężone mięśnie. Przyczepione w okolicy kolana, potrafią generować zespoły bólowe tego stawu nie wynikające z jego dysfunkcji. Można tę wyliczankę ciągnąć i ciągnąć…

Co więc robić? Przede wszystkim rozciągać, rozciągać, rozciągać, ale bez ingerencji w samo biodro i miednicę nie przypuszczałbym, że sukces będzie zadowalający. Uelastycznienie mięśni przywodzących musi iść w parze z uwolnieniem bioder od nadmiernego napięcia, by nie musiały one wykonywać dodatkowej a niepotrzebnej pracy. Im luźniejsze przywodziciele, tym większy zakres ruchu dla odwodzicieli, czyli swobodniejsza i elastyczniejsza praca w chodzie, biegu, pływaniu…

Warto zainwestować w elastyczność przywodzicieli no i – co wielokrotnie powtarzam – bioder. One są naszym ja, naszym centrum i potrzebna tam jest miękkość i elastyczność. Miękkim trzeba być, nie twardym !


Wakacyjne warsztaty dla rodziców DZIECKO JAKO MISTRZ ŻYCIA
Nie garb się! pusty slogan czy jednak racja?