Czym jest samoczynne drżenie mięśni?

Odczucie drżenia ciała towarzyszy chyba każdemu z nas przy różnych okazjach. Najczęściej w okresie zimy (no ale taki mamy klimat, co już zostało oficjalnie ogłoszone :-)) z chłodu, ale takżę podczas ćwiczeń różnego rodzaju, w bezruchu (pozornym) oraz w trakcie celowanych zabiegów relaksujących ciało.

Mięśnie, bo to one są odpowiedzialne za drżenie, są wbrew pozorom bardzo prostymi urządzeniami. Poza napędzaniem kości i wprawianiem szkieletu w ruch, stanowią jeden z ważniejszych elementów systemu termoregulacji ciała. Mięśnie zawierają w sobie mnóstwo naczyń krwionośnych, a te wypełnione płynem (duże przewodnictwo cieplne) błyskawicznie przyjmują lub oddają ciepło czy to z zewnątrz czy wewnątrz.

Przeżycie człowiekowi gwarantuje wiele systemów, które jednak zdane są na łaskę i niełaskę systemu termoregulacji. On gwarantuje bowiem prawidłowość środowiska, w którym działają pozostałe.

Co jednak z drżeniem nie powodowanym zmianami temperatury otoczenia?

Każdy mięsień ma wyznaczony przez Naturę podstawowy poziom napięcia, tzw. tonus. Jest on punktem wyjścia do prawidłowej pracy mięśni. Dobrze elastyczny mięsień, dający się rozciągać w granicach swojej normy elastyczności, jest tym, który dobrze się kurczy, pracuje ergonomicznie i jest zdrowy. Jeśli mięsień przez jakiś czas pozostaje w stanie nadmiernego napięcia,, wytraca łatwość samorozluźniania, jakkolwiek to rozumiemy. Czyli wpada w stan, który dla niego samego zaczyna być niekorzystnym: napięty mięsień, to nieelastyczny mięsień, to niedokrwiony mięsień oraz nieoczyszczany z produktów przemiany materii, a ta przecież stale „pompuje”. I zaczyna się kwas, dosłownie i w przenośni. Ciało zaczyna być coraz bardziej niesprawne, nawet jeśli dzieje się to maleńkimi krokami, ale te – jak wiemy – też prowadzą do celu. Jest coraz bardziej zatruwany kwasami, coraz mniej ma możliwości ruchu, oddechu… w pewnej chwili już nie bardzo wiadomo, na co spojrzeć.

Po przekroczeniu pewnego progu napięcia ciało zaczyna poszukiwać wszelkich metod na przyniesienie sobie ulgi. Samoczynne skurcze mięśni są jedną z nich (jak bardzo pasuje tu niegdyś omawiany zespół niespokojnych nóg!). Dzieją się one w nocy, w dzień, w sytuacji mocniejszego wysiłku, zmęczenia, w stresie wymagającym zwiększonej gotowości ciała do walki lub ucieczki, czyli pod wpływem hormonów. Przykłady można mnożyć.

Skurcze służą rozładowaniu naprężenia, są próbą przyniesienia ulgi ciału, zamykanemu w coraz sztywniejsze mięśnie. Jeśli przypatrzymy się temu, co dzieje się w trakcie terapii (zazwyczaj na stole w gabinecie) – dostaniemy wyraźny obraz dobroczynności tych samodrgań, niejednokrotnie objawiających się megamocnymi skurczami, napędzającymi kończyny czy tułów, wywołującymi reakcje termiczne czy wegetatywne.

Reakcje te najczęściej obserwuję przy pracy na strukturach poprzecznych ciała, jak i na wszelkich elementach konstrukcyjnych tegoż, w których zmagazynowane jest nadmierne napięcie. Reakcje te są więc pożądane, dobre, przynoszące ulgę, niejednokrotnie natychmiast znoszą objawy, z którymi przyszedł pacjent, docierające do innych miejsc, o których dysfunkcyjności niejednokrotnie już zdaje się zapomnieliśmy. Ciało „wytrzęsione” odżywa, ożywa, poznaje siebie znów od nowa, ejst czasem zaskoczone tym, co czuje, ale zazwyczaj zadowolone, bo wie, że to jest dobre i niesie za sobą w perspektywie zdrowie.

Myślę, czy coś jeszcze o tym pisać? Zjawisko to zaskakuje mnie samego za każdym razem, wywoływane może być praktycznie byle czym i działać z zaskoczenia, ale za każdym razem przynosi ulgę pacjentowi. Dotyk powłok ciała z intencją słuchania go, igłoterapia czy dekompresja struktur poprzecznych – każde z nich potrafi uruchomić łańcuch samoleczenia.

A, jeszcze jedno. Czasem przy dużych obciążeniach zewnętrznych (schodzenie długotrwałe w górach, ćwiczenia z obciążeniem), organizm włącza to drżenie, by dodatkowo usprawnić pracę mięśni, przed którym postawiliśmy być może ponadcodzienne wymagania. A, że drżenie ciała jest ogólnie dobre (nie mam na myśli tego wynikającego z patologii ukł. nerwowego, jak np parkinsonizm), wiedzieli od dawna medytujący mnisi, którzy do ciszy i oddechu dodawali wymruczanie z siebie głosek, które wprawiają ciało w wibracje (np. głoska „m”) lub ruchy, które dawały ciału dodatkowe wibracje. Elastyczność, oddech, mruczando, drżenie, zdrowe odżywianie, ruch i miłość – cóż więcej potrzeba, by zachować zdrowie?

 

na zdrowie:

https://www.youtube.com/watch?v=o5g9nt1wVMA

Odwieczny spór o jajo i kurę - także i tu ma swoje wpływy !
Najbliższa sobota, tj. 25.1...