Czy da się narysować zdrowie i chorobę?

Ano da się i to w dość prosty sposób. Do prostego rysunku, który zamieszczam poniżej, doszedłem w trakcie rozmów z moimi pacjentami, tłumacząc (przede wszystkim sobie) i im, jakie są mechanizmy zdrowia i choroby, spadku wydolności organizmu, czym potrafią być przeciążenia w rozumieniu medycyny całościowej oraz gdzie jest granica pomiędzy zdrowiem i chorobą.

Na każdym bez wyjątku etapie naszego życia odnosimy się do potencjału 100 % naszego zdrowia, tj. takiego stanu, w którym przy wykorzystaniu minimalnych nakładów energetycznych ciała, pozostajemy w dobrej wydolności, odporności, samopoczuciu i możliwościach pokonywania wszelkich trudności, które napotykamy. Nasze ciało radzi sobie z obciążeniami z zew i wew, dobrze śpimy, nasz umysł pracuje bez zarzutu. Krótko mówiąc – jesteśmy zdrowi.

Ciało ludzkie jednak ma tę przypadłość, że jego zdolności regeneracji, pozostawania przy zdrowiu tudzież dawania odporu atakom z zewnątrz potrafią się kurczyć. Potrafią tracić na jakości. A więc z naszych 100% zjeżdżamy na – dajmy na to 80%. O ile 80% wydolności maksymalnej to jest dużo, o tyle w sytuacji pojawienia się problemu, z którym przyjdzie nam się zmierzyć, przestrzeń pomiędzy naszym górnym pułapem a problemem właśnie nieco się skurczy. W tej przestrzeni nadal sobie radzimy, choć koszt tego wydaje się nieco większy, a i „powietrza” jakby mniej. Bywa, że wydolność ciała spadnie o wiele niżej. Zaczynamy odczuwać to jako – no właśnie – stany okołochorobowe. Zmaganie się z przykładowym problemem kosztuje nas o wiele więcej, zajmuje więcej czasu i wychodzimy z tego sporu o wiele bardziej wymęczeni. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by ten stan w sobie przywołać. Wielu z nas odczuwa to czy to w okresach przesileń pomiędzy porami roku, tudzież w sytuacjach przepracowania, zmęczenia psychicznego albo fizycznego. Bywają jednak sytuacje, w których problem przekracza swoją wielkością / objętością / siłą górny pułap naszej wydolności i umiejętności radzenia sobie z nim i wtedy zaczyna się choroba. Na rysunku pokazałem to czerwoną linią i polem „problemu” powyżej. W chorobie organizm daje nam istotny sygnał – nie jestem w stanie poradzić sobie z tym, co mnie spotkało, potrzebuje pomocy. Pozostawiony sam sobie może wyjść ze starcia obronną ręką, co niejednokrotnie obserwujemy choćby w sytuacjach typu katar, przeziębienia, niestrawności czy prozaiczne choćby przecięcie skóry. Ale zazwyczaj wymagana jest interwencja wspierająca walkę o lepsze jutro z zewnątrz. Tu wkracza leczenie.

Piszę o tym, by uświadomić po raz kolejny sobie i czytającym te słowa, jak ważne jest „odsuwanie się” od poziomu 0% jak najdalej, by w sytuacjach czy to długotrwałego zagrożenia czy też nagłego przeciążenia, móc temu podołać w sobie i wyjść poza te sytuacje obronną ręką, bez większych strat.

Moje obserwacje pokazują mi bardzo niepokojące zjawisko: jest pomiędzy nami mnóstwo osób, które „ślizgają” się na granicy czerwonej linii. To ci, których „raz boli, raz nie”, którzy „co jakiś czas odczuwam tę sama dolegliwość”, którym diagnozuje się „chroniczne schorzenia” czy to narządu ruchu czy tez innych. Ze swoim stanem zdrowia należy szczerze pogadać, mówić do niego wprost i uważnie słuchać, co też ma nam do powiedzenia. On zawsze mówi prawdę…

„Problem” na rycinie zaznaczyłem schematycznie i proszę nie przywiązywać się ani do jego kształtu ani wielkości. To jedynie próba przedstawienia zagadnienia, a nie jego wielkości tudzież formy.

Niedługo napiszę o różnych typach przeciążeń. Do następnego…


Jako ciekawostka w temacie stabilizacji złamań.
Atemi - sztuka walki czy sztuka wyborów?