blodef

Blizny

Pojawiła się potrzeba napisania o bliznach. Co jakiś czas konfrontuję się z nimi i wychodzi na to, że w światku medycznym nie ma żadnej praktycznie świadomości tego, czym jest blizna, co potrafi wywoływać i dlaczego warto nad nią pracować. No i jak.

Wydaje się to zapewne dziwne, bo blizny – szczególnie w ortopedii – są wszechobecne przecież. A jednak…

Czym są blizny? Śladami po nożu chirurgicznym po prostu. A szerzej – miejscem, w którym normalna ciągłość tkanki została przerwana i koniecznym było jej „sklejenie”. Podczas każdego cięcia, uszkodzeniu ulegają także naczynia krwionośne, jakkolwiek niewielkie by były. Krew przedostaje się poza ich obręb, tworząc wynaczynienie czy tez wybroczynę, jakkolwiek to nazwiemy. Jeśli nawet zebrana ssakiem podczas zabiegu, w niewielkiej części pozostaje w polu operacyjnym i…no własnie. I co?

1. stanowi dla organizmu bodziec do zwrócenia się z gojeniem ku miejscu, w którym pozostała krew,

2. podczas jej usuwania przeistoczyć się może w:

– zwapnienie,

– zwłóknienie,

– może zostać usunięta bez śladu.

Procesowi usuwania towarzyszy zazwyczaj coś w rodzaju stanu zapalnego w miejscu, wysięku, reakcji dowodzącej, iż dzieje się tu jakaś walka. I to jest moment, w którym elementy gojące się narażone są na poklejenie z sąsiadami. Z jakimi sąsiadami? Ano z powięziami leżącymi tuz obok. A to z konkretnym narządem? A to w obrębie narządu…. Itd.

Miejscem, które narażone jest mocno na zrośnięcie się z podłożem, jest otwór z nicią. Ona będąc ciałem obcym, nieustannie drażni otoczenie. Pomimo pewnej doskonałości obecnie produkowanych nici, pozostają one jednak czymś zewnętrznym.

Co więc robić, by nie doszło do komplikacji wynikających z nieprawidłowo zachowującej się blizny i dlaczego warto nad nią pracować od początku jej powstania?

Nie mówię teraz o bliznach niekłopotliwych, które swobodnie przesuwają się, nie dają bólu itd. Powiem o tych, które wynikają z zaniedbania czy to pielęgniarskiego czy też rehabilitacyjnego i stają się tym samym komplikacją pooperacyjną. 

Blizna potrafi boleć sama z siebie. Promieniować bólem. Współtworzyć łańcuch reakcji wegetatywnych, objawiających się zaburzeniami wzroku, równowagi, czucia itd. Potrafi siać spustoszenie w najbliższym otoczeniu, ale i odległych miejscach ciała.

Blizny się powinno mobilizować do ruchu tj. przesuwać je odpowiednio we wszystkie strony od momentu, gdy miejsce po zabiegu zostaje zszyte. Wykonywanie tego delikatnie, nie naruszy ciągłości szwu, a pomoże zapobiec wielu niepotrzebnym następstwom. Blizny się kłuje, o ile generują ból z punktów w swoim obrębie. Co ciekawe – zabieg pokazuje od razu kierunek dolegliwości pochodzenia odbliznowego właśnie i wnosi natychmiastową ulgę.

Blizna przyrośnięta do podłoża ogranicza pracę stawów, utrudniając, a wręcz uniemożliwiając osiągnięcie zadowalającego efektu leczenia. Najtrudniejszymi bliznami są te, które leżą na stawach nie okrytych niczym więcej, poza skórą, jak kolano, łokieć, nadgarstek itd…

Pilnujmy więc blizn, by nie stały się udręką i przeszkodą w powrocie do zdrowia.

Biodra a oczy.
Urazy w aikido już poszły w świat !