Biodra i emocje. Randori?

Po raz enty już piszę o tym, bo tematu tego nie da się wygadać do końca. Dziś chcę wskazać na pewnego rodzaju związek pomiędzy charakterem (?), stanem bioder a napotykającymi nas trudnościami. Obserwacje poskładałem z tego, co widzę w gabinecie, na macie i wyciągam z rozmów z ludźmi, którzy mogą wiele ciekawego powiedzieć.

 

Biodra to fundament naszego ja i nie będzie to naciągane, gdy powiem, że fundament psychofizyczny. Ich nasiąkanie nami w trakcie rozwoju od małego powoduje, że w nich umiejscowione są wszelkie wszelkości fundamentalnie istotne dla naszego reagowania, myślenia, odczuwania. To ich stan i to, co w sobie przechowują, decyduje w znacznej mierze o tym, jacy jesteśmy. To nasze poczucie bezpieczeństwa, ukochania, akceptacji lub wręcz przeciwnie – odrzucania, chłodu emocjonalnego matki czy ojca. I to nie jest naciągana opinia.

 

Wystarczy pomyśleć: człowiek elastyczny zarówno intelektualnie, jak i fizycznie, to ten, który jest w stanie przyjmować na siebie przeróżne niewygody napotykających go zdarzeń, trudności traktuje nie jako dopust boży i ósmą plagę egipską, a raczej jako stan przejściowy, którego przejście (pokonanie?) pozwala znów iść dalej wybraną drogą. Człowiek elastycznych bioder to zazwyczaj człowiek elastycznego umysłu, który potrafi przyjmować do siebie fakty, niejednokrotnie jemu samemu niemiłe, także te, które wskazują na odmienność rzeczywistości od jego dotychczasowych wyobrażeń. Przyjmując je, dokonuje analizy i wykonuje w sobie pracę nad zmianą swojego podejścia do danego problemu. I nie jest to li tylko kalkulacyjna analityczność, a raczej s t a n całości. Raczej odzwierciedlenie gotowości i umiejętności dynamicznego bycia w życiu, a nie statycznego wmurowania w e własne – niejednokrotnie błędne – przekonania.  To dowód zdolności na reagowanie względem zmian. To na biodrach zachodzi każdy najmniejszy ruch i to z nich wychodzi każdy krok, choćby w bok, krok ustępowania komuś lub czemuś, swoiste puszczanie tego wolno, przepuszczanie.

 

Moje ulubione aikido pełne jest bioder, elastyczności i przepuszczania, co pozwala doszukiwać się analogii pomiędzy tym, co oferuje, a podpowiedziami, jak radzić sobie w codzienności. Jednym z elementów aikido jest tzw. randori – obrona przed więcej, niż jednym przeciwnikiem. Umiejętność ta wymaga ruchu, skupienia, obserwacji tego, co wykonuje atakujący, może nawet przewidywania tego, a z pewnością takiego kierowania swoimi poczynaniami, by w danej chwili mieć do czynienia li tylko z jednym. To uważność obserwowania tego, gdzie skupiają się pozostali i kiedy już jeden z nich zostanie przepuszczony – wzrok pada na kolejnego i kolejnego. Nie przyglądam się temu, co za mną już, gdyż to, co nadciąga jest w danej chwili o wiele ważniejsze. Na tym muszę się skupić. Bezruch tu dyskwalifikuje i skazuje na porażkę. To praca moich stóp, które słuchają bioder, to praca moich ramion, głowy, moje spojrzenie i kompilacja tego wszystkiego w szybkiej analizie, pozwala przechodzić od jednego do drugiego do trzeciego…

 

Haruo Matsuoka Sensei, człowiek, w którego aikido jestem wręcz nieprzytomnie zapatrzony i zachwyca mnie ono swoją perfekcją, napisał kiedyś takie słowa: „Randori jest jak życie.” Bo życie nie znosi bezruchu, gdyż jest samo w sobie ruchem. Bezruch to śmierć. Życie ma dla nas co chwilę coś nowego, z czym musimy się zmierzyć, dostosowując nas do nacierającego problemu. Im on poważniejszy, tym nasza gotowość musi być bardzo skupiona. Nie ma co wstrzymywać oddechu w oczekiwaniu na to, co nadchodzi, bo wdech zabiera miękkość, a zaalarmowane płuca natychmiast zaczną się lękać. Jestem tylko ja i temat, z którym się zmierzam. Bo w ostateczności to ja pozostaję sam ze swoimi decyzjami i one odłożą się w mojej głowie, biodrach oraz odcisną na życiu moim i innych. To moja osobista odpowiedzialność.

 

Kilka dni temu w jednym z otrzymanych smsów przeczytałem mniej więcej coś takiego: „nie wytrzymam tak w bezruchu stojąc i czekając, aż coś się ruszy” Bo bezruch to wmurowanie, a ruch to czasami wystarczająca prowokacja, która pokazuje, że żyję, że jestem gotowy na przyjęcie wyzwania. Nawet, jeśli okaże się ono wielkim wyzwaniem. A czasami życie stawia przed nami niespodzianki, które wymagają absolutnego przewrócenia własnego świata do góry kołami, po czym nic już nie będzie takie samo.

 

Elastyczne i prężne biodra to elastyczny i prężny umysł, one wspierają go, poddając mu paliwo, energię, która płynie wprost z nich na całe ciało. Bo one promieniują siłą, witalnością, tam właśnie jest centrum życia. Z nich życie wypływa, w nich się rozwija, z nich przychodzi na świat, a kiedy się kończy – kończy się bezruchem. Ktoś powie: a co z wielkimi geniuszami, którzy przykuci do wózka, odkrywają wielkie zjawiska wszechświata, tworzą niezwykłe teorie, piszą prace…? Szczerze? Nie śmiem nawet mierzyć się z geniuszem Natury, by odpowiedzieć na pytanie, gdzie i jak poprowadzono w nich kompensację. Może właśnie umysłem, który podwójnie, potrójnie, może jeszcze większe po, przejmuje na siebie to, co odebrano ciału? Może, może, tyle pytań.

 

Randori.

 

Najbliższa sobota
O przytulaniu