action

Wyzdrowienie przychodzi z różnych stron

Każdy z nas – dosłownie każdy i nie jest to żadnym uogólnieniem – posiada świadome ciało. Ono wie wszystko na nasz temat, umie poruszać się w przestrzeni zdrowia, reagować na sprzyjające bodźce, ale także sygnalizować o wszelkich przeciążeniach bodźców, które są dla niego niekorzystne, przeciążające, trujące czy po prostu ograniczające. Ciało działa samoczynnie i samodzielnie, po prostu niezauważalnie. Gdy jednak na drodze ciała stanie zamknięty lub samoograniczający się umysł – pojawia się konflikt, z którego zazwyczaj wynika choroba. Jakaś. Jedna z wielu dostępnych, po którą sięgcie ciało przyciskane do muru wymagań, braku zrozumienia dla jego praw, czy po prostu nieświadomego nieprawidłowego traktowania go.

Pojawienie się objawu wywołać może dwa podstawowe typy reakcji: „coś mi się przytrafiło” lub „na coś zapracowałem”. To dwa różne światy, w których poruszając się – wykonamy przeróżne czynności swoim tokiem rozumowania,a w wyniku tego – ciałem. Albo pojawia się odpowiedź „macie – leczcie mnie, dopust, los mnie skrzywdził, świat się uwziął, tak już jest, no bo przecież” albo „skoro wskutek swoich poczynań jestem tu, gdzie jestem – co moge zrobić, by stąd się wyprowadzić i nigdy tu nie wracać?”.

Ta pierwsza grupa jest bierna. Co nie znaczy – niekrytyczna. Bo krytykowanie jest proste, nośne i potrafi wywołać poklask. Przyjęło się, jest swojskie, nic tak nie brzmi znajomo, jak narzekanie. Tylko prowadzi donikąd, a wręcz zapętla rzeczywistość jeszcze bardziej, utwierdzając w przekonaniu, że przecież ode mnie nic nie zależy, a pomocą na moje kłopoty są inni. Specjaliści, terapeuci, mędrcy, pouczacze, szamani, powiernicy naszych narzekających tajemnic, kolejne nazwiska, które „się znają i z pewnością mają receptę na nasze życie”, słynny portal społecznościowy, na którym mogę się wylansować.

Druga rzeczywistość jest wymagająca. Przede wszystkim wymaga otwarcia na informację płynącą z mądrego ciała, jego komentarza do zaistniałej sytuacji, a jeśli tego nie słychać- zaufaniu. Z ciałem da się prowadzić dialog i jest on wbrew pozorom bardzo czytelny w swoim przebiegu, treści i informacjach z niego płynących. Ciało ma mądrość, o której nam się nawet nie śniło, mądrość ta dotyczy wszystkich aspektów naszego życia. Wystarczy je spytać, odsunąć na bok podszepty rozumu i wsłuchać się w głos, który płynie z samego środka intuicji. A można się wiele dowiedzieć, oj wiele. Wszystkiego wręcz. Że napięcia, które doprowadziły mnie na skraj wytrzymałości biorą się z udawanego małżeństwa, w którym tkwię już dwadzieścia lat, a przecież nie mamy ze sobą nic wspólnego poza niedokończonym mieszkaniem, psem i dziećmi. Że odstawiłem siebie na bok, bo ktoś mi naopowiadał, że trzeba się poświęcać w relacji. Że żyję tak daleko od siebie, że chyba już sam nie wiem, kim jest prawdziwy ja. Że może próbuję oszukać samą siebie tłumacząc sobie, jak bardzo jestem związana ze swoim domem, a nie jestem. Że żyję z kimś w jakimś chorym układzie, który polega na umowach, a nie uczuciu. Że ktoś mi ubliża i zachowuje się względem mnie po chamsku, a ja się na to pozornie godzę, a przecież w środku nie zgadzam się na tego typu zachowania. Że w zębach mam stłumione od niepamiętnych lat sterty złości do ojca lub matki, a ponieważ to nigdy nie znalazło ujścia tudzież nie zostało „spuszczone” – kotłuje się po mnie całymi latami, wywołując spustoszenie, bóle głowy, kłopoty ze skupieniem, agresję słowną albo i nie tylko. Że wcale nie potrzebuję bliskości ciała osoby obok, choć po nocach wyję w poduszkę, bo przecież jak utrzymać równowagę pomiędzy biodrami, sercem i głową? Że w koło wymyślam kolejne powody, by oszukiwać własne ciało i siebie, działać wbrew niemu na przykład paląc. Że uraz, który właśnie „zaliczyłem”, wynika w linii prostej z niechlujstwa na treningu i bezmyślnego machania nogami, zamiast przemyślanego krok po kroku. Że klatkę piersiową mam tak zamurowaną napięciem, bo przecież jestem nieugięta, dam sobie radę ze wszystkim, z facetem pijakiem i trójką dzieci, a do tego z kwestiami zawodowymi. Że wyskakująca co chwilę wysypka to przecież objaw zatrucia ciała, więc może warto przestać pić? Że nadwaga plus siedzący tryb życia nie są najlepszą inwestycją w to, co może wydarzyć się za miesiąc, rok, pięć. Że godzę się na zażywanie psychotropów i równocześnie na tkwienie w relacji , która powoduje całkowitą dezintegrację mojej osobowości.  A pudełka zjedzonych psychotropów, bo szukam po omacku i chcę utrzymać się na powierzchni, robiąc praktycznie wszystko wbrew sobie? To tylko wybrane przykłady, a można je mnożyć w nieskończoność. Uwierzcie, wysłuchuję tak różnych opowieści, że czasem trudno uwierzyć, co ludzie sobie robią wzajemnie i w imię czego. I na co się godzą. Nawet mi się czasem włosy jeżą, jak zawiłe i skomplikowane są łańcuchy wyjaśnień, dlaczego jest właśnie tak, jak jest. Choć zewsząd rzuca się w oczy napis za napisem : bądź sobą. Czyli kim? Odpowiedzialność za odpowiedź, która wypływa, stawia wyzwanie. Decyzje, którymi doprowadziliśmy się do drzwi gabinetu lub na skraj choroby – wymagają kasacji, wymiany na inne. te się nie sprawdziły, moduł, w którym funkcjonowałem się nie sprawdził, czego dowodem jest obecny stan zdrowia. Co więc z tym dalej?

Przebudzenie – bo tak można określić taki moment – potrafi przyjść z różnych stron, ale potrzeba do niego podatnego gruntu w postaci otwartości na sygnały. Sąsiad coś rzucił niby w żartach zbiegając po schodach? Kolega podpowiedział, co on zrobił, by utrzymać kondycję. Posłuchałem audycji i wydaje się, że mówili do rzeczy – spróbuję może poczytać jeszcze o tym. Ta atencja poświęcona ciału jest zmianą, uprasza się o oddanie części choćby czasu no i przede wszystkim o zadziałanie. To tu leży szansa – we własnym działaniu, w ruszeniu w drogę, po której jeszcze nie stąpałem. W wykonaniu czegoś, co całkowicie rozbija mój dotychczasowy schemat myślenia / dnia / odżywiania / obcowania z drugim. Wyjście „poza siebie”, poza swoją dotychczasowość, oferuje szansę. Lepiej spróbować i skorzystać, niż stać z założonymi rękami i narzekać. To moje zdanie i namawiam do tego także moich pacjentów. Wielu z nich chwyta to i dzieje się coś, czego się nie spodziewali. Albo co całkowicie ich samych zaskakuje. Najwartościowszym więc źródłem wyzdrowienia jestem ja sam, moja otwartość, zaufanie, gotowość na nowe.

Połączenie zmian w przekonaniach, odżywianiu i podejściu do ruchu jest przecież fundamentem nowoczesnego postrzegania swojego zdrowia i pomyślności. Gwarantem stanu, który odsuwa od nas bylejakość, jakośtobędziemizm i macieleczciemnie. To zmiana godna zachwytu, bo efekty powiedzą same za siebie. Do nas nowych, innych, zdrowszych, swojszych 🙂

Ufajmy własnym ciałom, uciekajmy od schematu do nieschematyzmu. W każdej dziedzinie życia przyniesie to nieoczekiwaną zmianę miejsc.

Actioooooon!!!!!!

action

Celina
Alienacja rodzicielska - zaszyfrowane komunikaty