Mystic_chord_(Scriabin)

Triada depresyjna

Brzmi muzycznie, acz może niezbyt koi i niezbyt jest miła w odczuwaniu. Czym jest, skąd się bierze, z czym współgra i jaką można mieć dla niej propozycję wykasowania jej z życia?

Ciało człowieka czyta emocje, żyje nimi, jest ich pełne. Można to ignorować, udawać, że to nie jest prawda, no ale jest. Człowiek jest istotą emocjonalną po prostu. Emocje czytane są przez tkanki, przez wodę w tkankach, przez błony komórkowe wręcz, które reagują na nie w sposób dwojaki. Emocje „dobre” (o ile w ogóle ten podział ma jakąś szczelną granicę) synchronizują się z pracą ciała, wzmacniają ją, stymulują. Emocje „trudne” stanowią dla ciała idywidualną próbę poradzenia sobie z nimi. Niejednokrotnie wywołują opór, któremu towarzyszy ból, zaburzają harmonijność pracy organizmu, a trwając w czasie – potrafią pociągnąć za sobą całą lawinę następujących zmian. Do dolegliwości lub choroby od tego już czasem tylko krok.

Bywa – a ze swojej praktyki wiem, że to zjawisko nie jest rzadkie – zablkowanie / opór / napięcie ma taką siłę, że rozgaszcza się na stałe w danym miejscu w ciele, mości sobie tam miejsce i w sposób ciągły wysyła do organizmu „zawirusowane” informacje. Zablokowaniu porafią ulec: przeplyw limfy, połączenia pomiędzy kręgami, przesuwalność i elastycznośc skóry, funkcja filtracyjna nerki czy też ukrwienie narządów wewnętrznych. Zablokowanie takie dotyczyć potrafi także systemu produkcji i wchłaniania płynu mózgowo – rdzeniowego, a przez to pracy czaszki i elementów układu ruchu, które biorą czynny odział w tym procesie: połączenie miednicy z kręgosłupem, kręgosłupa z czaszką i kości klinowej z kością potyliczną.

Najczęsciej zahamowanie / zablkokowanie podtrzymywane jest skurczem mięśni. TO jest najważniejsza informacja tego wywodu w sumie – skurcz mięśni. Zależny li tylko od nas, leczalny li tylko przez nas. A więc – pochodzi z naszych reakcji oraz daje się usuwać i opanować naszą świadomą decyzją.

Triada depresyjna jest najprościej określonym zespołem dolegliwości prowadzącym i tworzącym stan, który idealnie wręcz imituje depresję, tudzież z nią współgra. Tu znowu nie da się postawić granicy pomiędzy tymi światami z prostego względu – ciało, którym jesteśmy, nie umie jej rozeznać. Zapada się w stan, który wygląda tak i tak, odczuwanie go przez właściciela ciała jest takie, a nie inne, objawy się w sumie zgadzają z medyczną klasyfikacją chorób pod numerem depresja… Ale – jest ale.

Bez pracy z ciałem nie ma mowy o usuwaniu objawów przynależnych do jakiejkolwiek choroby. Ciało jest bowiem ich siedzibą, ich „żywicielem”, a twierdzenie, że schorzenia z obszaru emocji dają się leczyć bez pracy z ciałem jest po prostu iluzją. Ponieważ jednak w tworzeniu tak wielu schorzeń i chorób udział biorą emocje – praca z ciałem przynależy do każdego rodzaju leczenia.

Człowiek z obniżonym nastrojem, zapadający w stany smutku, lęku, depresji czy wręcz chodzący już z takim rozpoznaniem, stanowi dla terapeuty otwartą przestrzeń do pracy mającej na celu nakreślenie mapy miejsc współtworzących problem oraz zaproponowanie procedur, które zmieniają stan tkanek. Wybór należy do obu stron – pacjenta i terapeuty.

W mojej praktyce proponuję w takich stanach (okołodepresyjnych czy depresyjnych) następujące postępowanie:

  1. uwolnienie ograniczeń i naprężeń na połączeniu miednicy i ostatniego kręgu lędźwiowego: swoboda pracy tego połączenia i nieskrępowanie zablkokowaniami pracy gwarantuje uwolnienie dolnej części systemu opon mózgowych, co pozwala na ich swobodniejszą pracę w obrębie głowy; w zaburzeniu pracy opn mózgowych (błon wyściełających czaszkę od wewnątrz, spajających ją i wykonujących jeszcze kilka dodatkowych ciekawych funkcji) można szukać jednego z podstawowych powodów powstawania i utrzymywania się stanów około / depresyjnych,

  2. uwolnienie ograniczeń i nieprawidłowości na połączeniu kręgosłupa szyknego i czaszki: jedno z najważniejszych miejsc naszego ciała powinno pracować w miarę symetrycznie, swobodnie, udostępniając głowie po pierwsze możliwości ruchowe, ale i dając jej fundament, który nie przetrzymuje naprężeń niosących się na głowę i do jej wnętrza,

  3. uwolnienie zaburzeń na połączeniu kości potylicznej i klinowej: te dwie płyty kostne stanowiące podstawę czaszki zarówno mechanicznie, jak i będące mocno związaną z dwoma wcześniej wymienionymi miejscami, z oponami mózgowymi ma szczególny związek, a ukrwienie głowy i jej harminijna praca pozostają z tym niezwykłym miejscu w bezpośrednim związku. Ten punkt wydaje mi się mocniej korespondujący z połączeniem miednicy i lędźwi wręcz, acz bez lekkości w pracy rejonu podpotylicznego (pkt.2), będzie mu po prostu trudniej funkcjonować.

Nie chciałbym, by wymienione czynności stworzyły iluzję, iż na tym się kończy cała praca i temat jest załatwiony. Na każdy stan ciała warto patrzeć szerzej, więc i tu bym spojrzał o wiele bardziej otwarciej, uzupełniając – lub wręcz przygotowując ciało – następującymi zabiegami:

  • rozpoznaniem i pracą na mięśniach żuchwy,

  • rozpoznaniem i pracą z rzeczywistym stanem chemicznym organizmu z uwzględnieniem obecności pierwiastków z grupy metali cięzkich, grzybów i pasożytów,
  • rozpoznaniem i pracą na skórze głowy, szyi i ramion, z uwzględnieniem jej elastyczności i przesuwalności,

  • rozpoznaniem i pracą na przeponie, największym mięśniu ciała ludzkiego,

  • rozpoznaniem i pracą na sercu, płucach, klatce piersiowej i narządach jamy brzucha,

  • wprowadzeniu do procesu odpowiednio dobranej suplementacji względem nawyków żywieniowych pacjenta (tu kłania się głębsza analiza odżywiania w ogóle),

  • wprowadzeniu do terapii rozciągania odpowienich grup mięśniowych i uelastycznianie ciała z uwzględnieniem tych miejsc, które wykazują nawykowe napięcie i ograniczenie w ruchu.

Ktoś zapyta: a co z lekami? Doświadczenie wskazuje, iż powyższe mogą w znacznej mierze rozwiązywać kwestię podawania leków – odwrotne natomiast działanie wykonuje jedynie niewielką część pracy i to kosztem zaburzania i tak już rozharmonizowanej równowagi w ciele. Czy wybór należy pozostawić pacjentowi? Tego nie umiem napisać, ale z pewnością warto pokazywać szerokopasmowe spojrzenie i możliwości wychodzące o wiele dalej poza zwyczajowe przyjmowanie pigułek „ na wszystko”. Przyzwyczajenie do tej formuły załatwiania spraw związanych ze zdrowiem kusi, to oczywiste. Pstryk, pigułka i po temacie. Tak niestety nie jest. Ciało i jego mądrość pozwalają na innego typu negocjacje i choć prowadzone są one tylko i wyłącznie na zasadach ustalonych przez ciało właśnie, warto się do nich dopasować i podążyć za ich naturalnością. Bo któż, jak nie samo ciało wie tak dobrze, co mu trzeba i w jaki sposób rozwiązać każdy zdrowotny kłopot? Wystarczy go zapytać i uważnie posłuchać odpowiedzi 🙂

Dobrego dnia Wam i dobrych nastrojów !

Mystic_chord_(Scriabin)

Celina