Tamy…

Nie trzeba wiele, by przywołać w sobie obraz tamy. Konstrukcja wstrzymująca pływ wody, czasem ogromna, czasem niewielka, ale zawsze wykonująca to samo zadanie. Tamy, jako konstrukcje inżynierskie, muszą wytrzymywac napór wielu ton wody, która ciśnie i ciśnie. Można sobie wyobrazić jedynie wartości naporu, ciśnienia, jakie wywiera woda na ich ściany.

Podobne zjawisko obserwuje się w ciele człowieka. Czym są owe tamy i jaka jest ich rola w generowaniu chorób?

Użyję niezwykle poręcznego obrazu strumienia górskiego. Używałem tego obrazu kilkakrotnie, ale ponieważ jest on niezwykle przydatny – zrobię to ponownie. Strumień wypełnia koryto, płynąc zgodnie ze swoim rytmem. Zależnie od ilości opadów (odżywienia, dostarczania materiału do życia), strumień jest pełniejszy lub płytszy, potrafi zagrażać okolicy lub wyglądać na śmiesznie niegroźny. Strumień daje siebie rybom, roślinom, żabom, slimakom, stanowi ich naturalne środowisko, dom. Ich życie. Co dzieje się, gdy z kamieni, które stanowią dno, zaczniemy budowac tamę w poprzek płynącej wody i do tego dodamy jeszcze kilka ściętych pni drzew, które rosły tuż obok?

Woda zostaje wstrzymana. Zatrzymany zostaje normalny i prawidłowy jest pływ, jej nurt, momentalnie wzburza się jej strumień, co jest oznaką niezgody na zmianę. Szczególnie taką. Po chwili woda się uspokaja i zaczyna szukać drogi obejścia przeszkody. Ale tama stawiana jest zbyt szczelna, by ją obejść, by wpłynąć w jej struktury. Podnosi się więc poziom wody, która z coraz większą siłą napiera na przeszkodę. Jeśli stan ten trwa jakiś czas, w wodzie tuż przy tamie rozpoczyna się nowa aktywność roślin i zwierząt. Powstaje nowy ekosystem, czyli adaptacja do zmiienionych warunków środowiska.

Ale wszystko ma swój kres. Tama także. Ktoś proponuje: wyjmijmy jeden kamień z samego dołu tamy. Ktoś inny mówi: usuńmy ją kawałek po kawałku od góry. Ważą się losy budowli ale i jej otoczenia.

Tama dekopmpletowana od góry daje nadzieję na spokojne przywrócenie dawnego rytmu rzece. Ta rozsadzana od spodu niesie ze sobą wizję dramatu, który rozegra się na naszych oczach – woda ze swoją rozszalałą siłą zmiecie budowlę oraz bezwzględnie potraktuje to, co napotka na swojej drodze poniżej tamy. I będzie to trwało do momentu wylania się całego zbiornika. Aż dokona się wyrównanie…

Z ciałem czlowieka jest dokładnie tak samo. Jest ono przecież pelne wody, która reaguje na wszystko dosłownie, co dzieje się z nami: na dźwięki, na wysiłek, na napięcia fizyczne, emocjonalne oraz na wszelkie stany, ktore powodują nieelastyczność czy to fizyczną czy umysłową. Sztywność rozumiana najogólniej, jest jedną z najbardziej dokuczliwych tam w człowieku.

Tama położona w poprzek swobodnego nurtu zycia w Człowieku powoduje jego choroby. Prowadzi do wzrostu ciśnienia z jego wszelkimi następstwami, zaburza pracę narządów wewnętrznych, układu nerwowego, układu ruchu, trawiennego… Prowadzi do fiksacji umysłowych, których – jak wielokrotnie słyszałem – „nie moge przekroczyć, bo się nie da, bo pęknę, bo co będzie potem, bo się boję…”. Stan ten trwając wymusi na ciele kompensację / akomodację do nowych warunków. Tu pojawiają się koszty tego stanu: zmęczenie, dekoncentracja, stowarzyszone choroby lub dolegliwości, które wydają się nie mieć przyczyny. Jeśli stan tamy doprowadzi nas na skraj wytrzymałości, mamy dwie drogi: albo spróbować rozebrać tamę krok po kroku, co jest zazwyczaj odbiciem procesów leczenia albo organizm ubiegnie nas i sam wyjmie z samego dołu pierwszy kamień. Pierwsza droga będzie spokojniejszą, mam wrażenie, ale będzie wszystko trwało o wiele dłużej, choć bezpieczniej. Druga…no cóż, każdy z nas słyszał o wylewach krwi, o zawałach, o nowotworach i nie jest to li tylko straszenie. Bo nie mam tu ochoty nikogo straszyć przecież. Tama przerwana gwaltownie, gniew wody, która wybucha na drugą stronę i zniszczenia, które przyniesie, są ceną za zlekceważenie objawów wymuszanej latami kompensacji.

W końcu wszystko się uspokoi, ale krajobraz „po bitwie” będzie zgoła inny.

Wraca tu do mnie zdanie, które kiedyś usłyszałem od znajomej: „choroby, to słowa niewypowiedziane w konflikcie” (Marchewka, dzięki). One niejednokrotnie „stają w gardle” – jakże obrazowo ujmuje to język. Blokowane zaciśniętymi zębami, stanowią wielkie tamy stawiane naszemu zdrowiu. Rozmowy, których nie przeprowadziliśmy, słowa, których nie powiedzielismy z róznych względów, żal, który gdzieś głęboko został ułożony na samo dno naszej rzeki, gniew, który tylko czeka, by wybuchnąć i zmieść sobą to, co przyjdzie po nim… Sami zobaczcie, jak tego jest wiele.

Myśl ludzka także potrafi byc tamą. Ta, która każe nam niszczyć, zamiast tworzyć, nienawidzieć, zamiast choćby szanować, knuć, zamiast zająć się czymś dobrym. Te tamy widać zbyt dobrze na ludzkich twarzach, które są obrazami dusz przecież – widać tam zacięcie, zaciśnięte zęby i nieszczerość, której nie da się upudrować żadnymi pozorami szczęscia, nie da sie odsprzedać żadnemu z biur podróży ani salonowi samochodowemu.

Pisałem kiedyś o elastyczności, miękkości. Był tam obraz trawy, która poddając się nawałnicy, po jej ustaniu wstaje by dumnie patrzeć w słońce. Bądźmy elastyczni w sobie. W każdej cząstce nas. Ryzyko samobudowania tam zostanie zmniejszane do minimum, jeśli nie do zera. A to ociera się już o ideał zdrowia. Czego Wam i sobie znów życzę.

Rozgrzewka
Obywatelki i Obywatele!