blodef

Słowa w terapii.

Słowa czyli dziś o komunikacji. Tej najbardziej słyszalnej. Najbardziej „na wierzchu”. Ale i tej z poszeptów…

 

Na początku: kto i co mówi? Mamy tu dwie strony: pacjent i terapeuta. I teraz co który mówi, co ma na myśli a co słychać? Bo te trzy elementy wcale nie muszą się pokrywać, choć oczywiście mogą.

 

Terapeuta pyta o podstawowe objawy, o ich zachowanie, powstanie, nasilanie, zmniejszanie, współistniejące problemy zdrowotne, ale i również sprawy związane z życiem osobistym, zawodowym, o codzienność, relacje z bliskimi. Po co? Służy to swoistemu „rysowaniu” obrazu człowieka, który siedzi naprzeciw i prosi o pomoc. Im więcej informacji, tym ten obraz wygląda dokładniej, a więc próba pomocy nacechowana może być większą potencjalną skutecznością.Próbuje także opisać swój punkt widzenia na zagadnienie. Mniej lub bardziej opisowo czy posługując się obrazami, porównaniami. Wszystko zależy od metody, od własnej wrażliwości czy po prostu konstrukcji umysłu.

 

Czy t o właśnie słyszy pacjent? Czy słowa użyte do wywiadu są dla niego/niej suche, czy jednak trafiają w coś, co uruchamia proces terapeutyczny z poziomu emocji? Czy dotykają którejś ze strun, która pozornie cicho brzęcząc – zaczyne rezonowac na człowieka i próbuje wydobyć z głębin coś, co dla procesu zdrowienia jest niezwykle ważne, momentami kluczowe? Idźmy dalej…

 

Co mówi pacjent? Są dwie drogi:

  1. mówi w sposób, którego się nauczył, bo już był tu i ówdzie, niejedno widział i słyszał i niejedno stwierdzenie obiło mu się o uszy, a chcąc wypaść w oczach terapeuty na „obeznanego” chooćby po części, używa słów wyjętych wprost z Medycznego Słownika Nazewnictwa i Przeróżnych Diagnoz. Nie ma co tego potępiać w czambuł, bo czasem taka wiedza się przydaje, jest dowodem dotychczasowej drogi, podczas której pacjenta diagnozowano, nazywano przy nim i uczono go okreslonego sposobu myslenia o schorzeniu.

  2. Ale także pacjent zapytany o rzeczywiste podejrzenia w kwestii swoich schorzeń staje przed dylematem: co tu powiedzieć? I może na tym skrzyżowaniu wątpliwości iść w jedną lub drugą stronę. Rozglądaniem rządzi tu spór rozumu i intuicji. Czy iść w słowa pełne „wiedzy” czy spróbować odciąć się od tego i spytać samego siebie, co mi w rzeczywistość jest i dlaczego cierpię? Spró ten trwa raz dłużej, raz krócej. Terapeuta może wkroczyć pomiędzy strony sporu podpowiedziami tudzież próbą przeciągnięcia którejś ze stron na swoją stronę. Zależy to od jego podejścia do tematyki i metody pracy. Ma mimo wszystko pomóc pacjentowi określić swoją wewnętrzną rzeczywistość czy to tę ze świata szkiełka i oka czy jednak intuicyjnego wydobycia z siebie prawdy o swoim ja, o swoim życiu i powodach problemu. O tym, co zatrzymuje nas napięciem, usztywnieniem, podrażnieniami, o przekonaniach nie pozowalających na elastyczność, na bycie sobą, na odpuszczenie sobie czegoś, co stoi ością w gardle. Jak zawsze można powołać się na wiele zwrotów, które odzwierciedlają stan ducha człowieka, wskazują na okreslone reakcje w ciele, a które są odbiciem empitycznej prawdy o mechanizmach rządzących ludzkim ciałem. „Zalewa mnie żółć”, „niosę swój krzyż”, „muszę mieć twardy tyłek, bo mam miękkie serce”, bili mnie w domu, bo „lepsze bite, niż zgnite”, często słyszałem, że „małe dziecko mały problem, a duże dziecko, to duży problem”, a ja tak bardzo nie chciałem być dla rodziców problemem i starałem się robić to, co mi kazali, by ich zadawalać, „niosę cały świat na swoich barkach”, bo tyle sobie nastawiałem zobowiązań, że nie wyrabiam, „zacioskam zęby, by znosić to, co mnie dotyka” itd… Przykłady można mnożyć, jest ich pełno wokoło nas, w codziennych rozmowach przy herbacie, na spacerach lub w pracy. Wsłuchajmy się w nie, a dotrze do nas cała siła poświadomego przekazu wtłaczanego w nasze umysły. I niejednokrotnie trwa to latami.

 

Ja wiem, że ludzie są różni. Prawopółkulowi, lewopółkulowi, mieszani, ludzie szkiełka i oka czy emocji. Każdy posługuje się własną logiką, własnymi słowami, wyobrażeniami o sobie, o swoim świecie, chorobach. Że to, co mówię o problemie, z którym przyszedłem, to wypadkowa moich własnych doświadczeń, dotychczasowych przeżyć w gabinetach lub po prostu roli, która staram się odgrywać w gabinecie. Trudnym jest bowiem zrzucić z siebie ubiór odgrywanej postaci – p a c j e n t a, zmyć charakteryzację i udać się do cichego miejsca przed lustro prawdy o sobie. Scena teatru, którym chcąc nie chcąc gabinet jest – kusi. To cena, którą niejednokrotnie płacimy za ten występ. I ceną tą jest pewne zafałszowanie obrazu, który przedstawiamy. Jakaś niezawiniona nieszczerość, która wprowadza w przestrzeń pomiędzy terapeutą a pacjentem jakieś źle wybrzmiewające dźwięki. Trudno czasem zaufać człowiekowi, którego widzimy po raz pierwszy w życiu i powierzyć mu swoje bolączki. Ale warto zaufać sobie, że od moich słów zależy to, co może mieć szansę wydarzyć się dalej, w wielkiej przygodzie powrotu do zdrowia.

Słowa mają wielką moc. Potrafią uzdrawiać. Potrafią wspierać. Potrafią trafiać w serce swoim brzmieniem. Są takie, które dotykają w nas takiej części naszego ja, od którego zaczyna się lawina zmian, od których nie ma odwrotu. Ich siła w tym pozostaje bezdyskusyjna. I nawet jeśli z początku wydaje się, że znów padły po prostu kolejne słowa – one wwiercają się w coś w środku i tam zaczynają działać. Działać w kierunku niezgody na stan, w którym tkwię, bo jest on sprzeczny z prawem do życia w zdrowiu, z naturalnym instynktem zdrowienia i utrzymania organizmu w dobrobycie zdrowia i szczęścia. Każdy z nas ma takie we własnym słowniku. To słowa, które wywołują radość, wiarę w siebie, niejednokrotnie łzy, płacz czy sięgają do ciężkich przeżyć, które stały się punktami zatrzymania naszego serca, ducha czy żywotności jako takiej. Warto zdobyć się na otwartość względem siebie, bo terapeuta jest li tylko pomocnikiem w całym procesie. To sobie warto powiedzieć: to i to jest moim problemem, chcę to wyleczyć, zmienić… Warto słuchać bezgłośnych słów, które wypowiada do nas nasze ciało, intuicja, Natura czy jakkolwiek to będziemy się silić nazywać. T e n głos zawsze mówi prawdę. Zawsze chce dla nas dobrze. T e n dialog warto prowadzić z uwzględnieniem tego, że nasze ego może się mylić niestety a ciało nie myli się nigdy.



Drżenie ciała w trakcie terapii - do zdrowienia przez zaskoczenie.
Najbliższa sobota