Przemyślenia o klatce…

Po wstępie sprzed kilku dni, poukładało się w materii klatki i czas napisać.

Klatka piersiowa swoja nazwę otrzymała najprawdopodobniej nieprzypadkowo, choć nazywający ją chyba nie do końca wiedzieli, jak bardzo oddaje to jej wielorakość funkcji, także tych, które można nazwać „niedobrymi”.

Co w rzeczywistości dzieje się w klatce piersiowej? Pozawieszano w niej narządy służące przeżyciu, ale to także te, które służą życiu. O sercu było niedawno i chyba nie ma co dodawać. O płucach pisałem przy okazji przyporządkowania okreslonego typu emocji do konkretnego narządu. Ale warto pokazać także bezradność płuc w temacie oddechu, gdy powietrze nie ma dokąd trafić, gdyż klatka – no właśnie…

Jak wiadomo, oddech przypisany jest swoją naturą do brzucha. Jego zadaniem jest „omiatanie” miednicy, czyszczenie jej ze wszelkich złogów napięciowych, utrzymywanie miękkości tego rejonu ze wszelkimi tego stanu pozytywami. Na drodze powietrza od ust do miednicy stoi kilka struktur, które potrafią je złapać uściskiem i zaburzać jego wędrówkę ku dołowi.

Jest tu więc najkrócej mówiąc gardło, jest okolica górnego otworu klatki piersiowej, jest klatka piersiowa właśnie, jest przepona, są tkanki brzucha, narządy wewnętrzne…

Klatka piersiowa jest mocna swoja budową, mięśniami oraz możliwościami uwięzienia oddechu. Dzieje się tak jednak nie w odosobnieniu, ale zazwyczaj w konsekwencji zdarzeń, które odbierają człowiekowi oddech: sytuacje, które permanentnie prowokują do wdechowego ułożenia klatki (przepona, dodatkowe mięśnie wdechowe), zdarzenia, w czasie których pojawia się duży ładunek lęku, strachu a także takie, które niezauważenie przez długi okres wpisują się w tkanki paradygmatem nieprawidłowych przekonań, usztywnień intelektualnych, a także moralnych. Brak zgody ciała na czerpanie życia w pełni, jakkolwiek to rozumiemy, zazwyczaj odcina dopływ powietrza. Bo powietrze to przecież życie właśnie. Nie da się odddychać częściowo, tak jak nie da się częściowo żyć.

Te momenty, które zatrzymują klatkę, przywodzą na myśl klatkę filmu fotograficznego, który zapisuje zdarzenie takim, jakie ono było. Różnica polega jedynie na tym, iż klatka filmu nie czuje, a tkanki ludzkie tak. Zapis somatoemocjonalny stawiam ponad każdym innym rodzajem wpisania informacji w tkanki.

Klatka nie pracująca w pełni, nie stwarza swoim organom prawidłowego środowiska do pracy. A więc sercu, które nie może być nadmiernie kompresowane ciśnieniem z zewnątrz, bo przecież nie może wtedy normalnie pracować w cyklu skurcz – rozkurcz. Osierdziu – no bo to przynależy do serca. Płucom, bo te potrzebują mieć sojusznika, który pozowli im zassać powietrze, jak też sie go pozbyć. I tu należy spojrzeć na przeponę oraz brzuch, bo to one właśnie potrafią tu nieźle zamieszać. Ile z tego może wyniknąć bólu, komplikacji i nieprawidłowych diagnoz…

Klatka piersiowa potrafi więc więzić, ograniczać, zatrzymywać na ułamek sekundy zdarzenia, które potem przechowuje latami w swoim zamknięciu. Bez płynności relacji z otaczającycmi ją tkankami oraz emocjonalną stroną człowieka, nie poradzi. Stanie się ciemną celą dla serca, które – jak kiedyś niezwykle trafnie okreslił Poeta Od Biedronek – jak chuligan, bije po ciemku…

Otwarta jednak, pełna światła, powietrza i swobody, pozwala czuć każdą najmniejszą cząsteczkę wpadającego doń powietrza, jego dobroczynność, życiodajność i energetyczność. Oddychajmy więc do brzucha, do miednicy, do najgłębszej głębi siebie, by czuć…

Parafrazując słynne powiedzenie: „”klatka klatką, ale oddech musi byc po naszej stronie”!. Tym bardziej wiosną!

 

Najbliższa sobota, tj. 1.03, jest sobotą pracującą gabinetu
Miód, ale tym razem nieco z innej strony.