blodef

Obserwacje śwąteczne

Dziś kolejne święto, więc i sposobność do obserwacji większych grup. A te mają swoje prawa. Może stadne, ja nie wiem, ale z pewnością niedozastanawiane. Bo co powiedzą inni? Bo nie wypada? Bo t u nie wolno mówić głośno…

„Uważaj, nie biegnij tak, bo rozbijesz kolanka”

„Jak cie zaraz strzelę, to się nauczysz zachowywać w takim miejscu”

„Weź ty się wreszcie uspokój”

„Nie pędź tak, uważaj”

itd itp…

Ja rozumiem specyfikę miejsca (plac przed kościołem), ale czy to a ż tak trzeba? Proponuje zastanowić się, jak sami czuliśmy się, gdy nasze mamy lub tatowie, strofowali nas w ten sposób i co to dawało lub na jak długo. Nie mam przekonania,że ani te słowa, które kierujecie, drodzy rodzice, do swoich pociech ani ich ton a z pewnością nie sroga mina, która temu towarzyszy, wniosa cokolwiek w dobre ich wychowanie. Warto pomyśleć, co i jak czuje kilkulatek w tym miejscu, w którym niewiele jeszcze rozumie i czego może pragnąc bardziej od spokojnego wysiadywania w ławce przez prawie godzinę. Odrobina współ-odczucia wystarczy i kawałek mądrości. Z pewnością dadzą pogodzić ze sobą i to miejsce i tę aurę no i tę niecałą godzinę w życiu Waszej pociechy.

Ktoś kiedyś powiedział (i co najciekawsze – cytuje się te słowa, ale chyba bez zastanowienia): „pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”.

I nie bylo tam slowa o cichych dzieciach tudzież niebiegających, siedzących spokojnie w ławce lub niemych wręcz, bo tego się od nich oczekuje. To moja skromna obserwacja, ale w ten sposób własnie rozpoczyna sie psucie ich dziecięcego mistrzostwa w lekkości wejścia w atmosferę takich miejsc. I zaczynają się oddalać, by po drodze do dorosłości zahaczyć może jeszcze o pełną coraz droższych prezentów komunię i…chyba wszystko. W ten sposób odrzuca się tych, których wręcz po imieniu tam Ktoś zaprosił. Myślmy o tym także t a m, a może przede wszystkim t a m. To miejsce zadumy, bądź co bądź.

Dlaczego hałas szkodzi?
Jak żyć z Hashimoto - książka