blodef

O biciu dzieci? Warto mówić? Pisać?

Tematyka bicia dzieci tudzież wymierzania jakichkolwiek kar cielesnych co jakiś czas wyskakuje, jak klown na sprężynce z pudełka i po chwili znów wpychany jest do środka, by nikt tego nie widział. Bo lepiej nie widzieć. Bo lepiej poudawać, że nie ma tematu. Bo lepiej podopisywać kolejną teorię, która uzasadni to, że biję swoje dziecko.

 

W dzisiejszym Newsweeku ukazał się artykuł pod wiele mówiącym tytułem: BLIZNY NA MÓZGU. Jeden z akapitów brzmi:

„Mózgi dzieci bitych przypominają mózgi weteranów wojennych cierpiących na zespół stresu pourazowego” Dreszcz jest? Wstrząsa? I dobrze – MA WSTRZĄSAĆ!! Tylko cały problem tkwi w tym, by nie skończyło się na wstrząsach.

 

Bo bicie dzieci dzieje się praktycznie wszędzie: w sklepach, na ulicach, no i w domach, a co najbardziej poruszające (a może właśnie nie?) – w tych tzw. dobrych domach. Dobre domy to niestety niejednokrotnie wypełnione po brzegi hipokryzją pomieszczenia, w których żyją bezdusznie bezrefleksyjni ludzie, odgrywający się na własnych dzieciach za krzywdy, których doznali od swoich tak zwanych rodziców.

 

Jako przykład działania tej bezmyślnie głupiej matrycy podam przykład z własnych obserwacji. Znałem kiedyś człowieka, który wyznawał maksymę: ” lepsze bite, niż zgnite” ale już go nie znam. Mam względem niego jak najgorsze zdanie. Widziałem, jak z pełną premedytacją lał swojego kilkuletniego syna, natychmiast tłumacząc to swoją bezsilnością wobec głupoty dzieciaka, bo przecież miał coś umieć po kilku klasach szkoły, a okazał się tumanem, no więc trzeba sprać. Dziecko w drgawkach ze strachu było gotowe obiecać temu „rodzicowi” złote góry, byle tylko nie dostało znów… dodam, iż tym „rodzicem” była kobieta.

 

Przekazów tego typu w języku jest trochę, by wspomnieć choćby o ” mnie bili i wyszedłem na człowieka, to i jemu/jej nie zaszkodzi”… I znów – przekonania dają przyzwolenie na takie działanie, bo skoro jest na nie gotowe powiedzonko, to czemu nie – bijemy.

 

Takich „rodziców” mamy pełno wokoło. Przychodzą ze swoimi dziećmi do przedszkola, odbierają je ze szkoły, wleką się z nimi po alejkach supermarketów i nich się tylko smarkacz zatrzyma przy chrupkach, nie daj Boże albo opóźnia zakupy… I mijają ich ludzie, którzy niejednokrotnie odwracają głowy po prostu i odchodzą. Pomijam już to, w jakim przekonaniu o świecie rozwija się takie dziecko. Pomijam, jak bardzo ma zaciśniętą żuchwę, bo :kiedyś przecież dorosnę i ci się odegram” (tylko, że lęk przed rodzicem potrafi być tak wszechmocny i tak żywy, że obiektem agresji zostaje własne dziecko, a nie ten bijący).

 

W moim rozumieniu bicie dzieci to nic innego, jak produkowanie tzw. cyst energetycznych, o których niejednokrotnie wspominałem czy to przy okazji prelekcji organizowanych przez BANG czy też samodzielnych. Ich niszcząca i chorobogenna rola w życiu człowieka pozostaje przemilczana, a jest w moim rozumieniu jedną z ważniejszych. Cysty energetyczne, które zawierają w sobie zarówno fizyczność, jak i emocjonalność zjawiska (w tym przypadku bicia), wpływają bezpośrednio na stan narządów, w których zostały ulokowane. A potem wielkie zdziwienie, skąd u tego czy innego człowieka tzw. idiopatyczne choroby ( o nieustalonym pochodzeniu). Prosi się napisać – idiotopochodne, gdyż pochodzenie ich jest oczywiste.

 

Stan, który toczy ciało dziecka a potem dorosłego, który częstowany był – ach, niewinnymi klapsami – jest z punktu widzenia zdrowia dramatyczny. Nie wspominam o metodycznym biciu, bo i tego jest pełno. Nie ma się więc czemu dziwić, kiedy do gabinetu trafiają ludzie o zagryzionych do szczętu zębach, krwawiących dziąsłach, bólach głowy, które nie reagują na nic tudzież z biodrami twardymi, jak kamienie oraz pełną gamą dolegliwości rejonu dolnej części ciała.

 

Na drodze sprzeciwu stoi ludzki lęk, obojętność, brak empatii, cholera wie co jeszcze. A niech każdy, kto widzi takie sceny postawi się na miejscu bitego dziecka lub zastanowi się, jak zareagowałby taki bijący rodzic, gdybyśmy jego nieposłuszeństwo łamali biciem? Policja, siły zbrojne ONZ i pospolite ruszenie Świętego Oburzenia, Że Ktoś Śmiał… 

 

Wyraźnie i jasno napiszę: DZIECI NIE WOLNO BIĆ ZE WZGLĘDÓW ZDROWOTNYCH!!! I nie ma tu mowy li tylko o zdrowiu psychicznym. NIE WOLNO BIĆ ZE WZGLĘDU NA CAŁKOSZTAŁT ZDROWIA. Ktokolwiek bije dziecko, niszczy jego naturalne środowisko dziecięctwa. Ktokolwiek bije dziecko, niech poszuka sobie silniejszego od siebie i niech każe siebie natłuc po głowie, twarzy lub tyłku – to zdecydowanie poprawia pojmowanie sytuacji dziecka.

 

To, co napisałem, to nie moje widzimisię, żadna fanaberia ani kaprys podążenia za chwytliwą kampanią. To niezgoda na to, co dzieje się w tym kraju, na naszych ulicach, w sklepach, domach. Nie zgadzajcie się na to, choćby nie wiem co! Pokazujcie palcami ludzi, którzy biją dzieci! Malujcie na ich drzwiach czerwoną farbą – tu biją dzieci. TO zjawisko jest o wiele gorsze, niż jakiekolwiek nagrania spod restauracyjnego stołu czy kolejny prawny babol wprowadzony przez ignorantów w obieg. To niszczenie tkanki tego społeczeństwa u podstaw. TO jest działanie najgorsze ze szkodliwych społecznie.

 

NIE – DLA BICIA DZIECI.

Maści z olejem z konopi indyjskiej CANABIS
Współpraca z Fundacją Fuga Mundi z Lublina