kaboszony-rozyczki-rozne_1199

Niezmienna zmienność…

Wszystko się zmienia i co do tego nie ma wątpliwości. Zmienność obejmuje każda komórkę ludzkiego ciała, rzeczywistość wokoło nas, dynamikę relacji, w których jesteśmy, plany na przyszłość. Zmiany obejmują także praktycznie każdą dziedzinę życia: technikę, genetykę, metaloznawstwo, architekturę, politykę (brr)…i medycynę. W wielu sytuacjach bardzo żywo reagujemy na informacje, które poszerzają nasze widzenie i rozumienie zjawisko dotyczących zdrowia i chorób człowieka. Niektóre odkrycia nagradza szacowna komisja przyznająca Nobla. Skąd więc rozdźwięk pomiędzy nowoczesnym spojrzeniem na zagadnienie zdrowia / choroby a dość powszechnym – nie dotyczy to tylko naszego kraju – zatrzymaniem interpretacyjnym czy diagnostycznym? Co jest powodem tego, że schorzenia o tak różnym pochodzeniu nadal wrzucane są do jednego worka ostemplowanego czerwoną pieczęcią z napisem TAK JUŻ MUSI BYĆ albo W PAŃSKIM WIEKU TO I OWO.

Mam wielką przyjemność od początku swojej pracy zawodowej spotykać na swojej drodze ludzi niezwykłych. Mądrych Lekarzy, humanistów, myślicieli, praktyków, wizjonerów i chorych, którzy postanowili być zdrowi. Każdy z nich coś zostawia w moim warsztacie, jakieś narzędzie, jakąś myśl czy wniosek, które otwierają kolejne i kolejne drzwi wiedzy, świadomości i rozwoju medycyny efektywnej. Słucham ich z uwagą, chłonę z wdzięcznością, łączę, analizuję, układam w sobie tak, bym mógł z wniosków wyciągniętych korzystać jak najskuteczniej. Poszerza się moja wiedza o informacje dotyczące żywienia, toksykologii, fizyki kwantowej, magnetyzmu komórek, intelektu wody, wszechpotężnego i niczym nie zastępowalnego wpływu ruchu na kształtowanie i utrzymanie zdrowia, o fizyczne i emocjonalne aspekty zalety jogi, korzyści płynące z praktykowania aikido… Ten horyzont wydaje się nie mieć końca, nie mieć ograniczeń a sito, które przepuszcza nowości jest pełne ciasnych, niedowierzających i wymagających oczek.

 Jednocześnie czytam rozpoznania, z którymi docierają do mnie pacjenci, na wszystkich praktycznie widzę od lat te same słowa i te same diagnozy. Nic się nie zmieniło. No, może numery statystyczne jednostek chorobowych. Nie ma śladu rozmów z pacjentami poza schematycznymi pytaniami, które zadane – wypełniają kolejną rubryczkę karty przyjęć. Powtarzane od lat te same nazwy chorób nie uwzględniają innych aspektów tworzenia się procesów chorobowych, niż te „ze zdjęcia”. Domyślam się, jak duży wysiłek muszą wykonać „w sobie” poszukujący pomocy chorzy, by zeskoczyć z tych ukutych w stali nazw, pojęć i rozpoznań i wkroczyć na otwartą przestrzeń porośniętą gąszczem przeróżnych zjawisk. Jak wiele rozumienia i ufności wymaga ruch w kierunku siebie i własnego zdrowia, gdy zewsząd otaczają świadomość takie wyszczerbione już mocno i podrdzewiałe, acz nadal aktywne treści. Autorytet nie jest wartością przyznawaną „z urodzenia”, to kawał czasu, pracy i efektów, które stanowią jego składową. Parafrazując powiedzenie słynnej Michałowej z Rancza: „Fakt posiadania fartucha jeszcze o tym nie decyduje”. Chciałoby się podsumować- a szkoda, ale nie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by się uczyć, by odejść od niezmiennego modelu działania, terapii. Jest wolność wybierania tego, jak się myśli, pracuje, wyboru metod, środków oddziaływania. Przymus jest bratem oporu, a ten stoi o krok od bólu. Szkoda się męczyć 😉

 Warto się zmieniać. Z korzyścią dla siebie ale i innych.

kaboszony-rozyczki-rozne_1199

Flexyfoot dla aktywnych
Człowiek - książka odkrycie
X