blodef

Moczenie nocne u dzieci

Ostatnio dostaję pytania w kwestii moczenia nocnego u dzieci. Niekoniecznie małych. Sprawa o tyle delikatna, co ważna z wielu względów, o których nawet nie trzeba specjalnie wspominać.  Co robić i jak na to patrzeć z punktu widzenia medycyny holistycznej? Poniżej przedstawiam mój pomysł, ale nie jest to oczywiście żadna recepta, o czym proszę pamiętać.

Nerki to organy „biorące na siebie” lęk. Dzieci potrafią w różnym stopniu odczuwać lęk związny a to z sytuacjami dla nich nowymi, a to sytuacją w domu a także – o czym nie wolno nam zapominać – lęk nieuświadomiony, czyli ten z płaszczyzny podświadomości, „niesiony” w rodzie (rodzinie). Dzieci będąc niezwykle wrażliwymi „odbiornikami” (nie mają jeszcze zbyt mocno wyrobionych mechanizmów wypierania tudzieć radzenia sobie z zjawiskami zewnętrznymi), rezonują emocjonalnie mocno w sytuacjach lęku przekładając go na czysto fizyczne zjawiska. W tym przypadku na moczenie nocne.

Nie można w żadnym wypadku odmówić racji tym, którzy twierdzą, że moczenie nocne u dzieci nadaje się do pracy z psychologiem lub psychoterapeutą. To element tej dwutorowości leczenia : dotyka się mechaniznu wywołującego lęk, pracuje się nad nim, by go wyciszyć lub – o ile to możliwe – wyrugować całkowicie z życia dziecka, a jednocześnie pracuje się nad odruchowymi reakcjami ciała, wzmacniając to, co słabe, ogrzewając to, co zimne itd.

Lęk u dzieci potrafi być związany ze stanami, które obserwują rodzice w nocy, kiedy to dziecko trze zębami, co jest słyszalne dla otoczenia. Takie zjawisko klasyfikowane jest jako bruksizm i wyraźnie wskazuje na istnienie w dziecku nierozładowanych emocji z grupy złości. Lęk potrafi wywoływać złość, a złość podtrzymuje lęk. I koło się zamyka.

Jako element profilaktyki tudzież pierwszy krok w leczeniu sugeruję tu niezwykle prosty zabieg: masaż tzw południka Dai Mai. Jest to umowna linia opasująca talię na wysokości nerek (czyli dolnych żeber). To tzw. cudowny południk, wrażliwy na zmiany temperatury, nie lubi zimna, woli ciepło. Zabiegiem jest tu łagodne pocieranie ciała na plecach zgodnie z przebiegiem tego południka, ogrzewanie ciepłymi rękami rejonu nerek (dostarczanie ciepła do ich wnętrza) i oczywiście nie wychładzanie bezmyślne tych miejsc.

Profilaktyką jest także ogrzewanie stóp i podudzi w ciepłej wodzie, noszenie ciepłych skarpet i butów w okresie do tego odpowiednim. Myślę także o terapii bańką, moksą ale to u dzieci starszych, które nie boją się zabiegów na własnym ciele.

Proszę nie zapominać o możliwości masowania twarzy, jako o elemencie współtworzącym sensowną terapię. Dziecko dotknięte „zwarciem zębów” będzie w trakcie tego zabiego odprężało się, czuło się luźniejsze, a co za tym idzie – całe ciało zacznie „normalnieć”. Możliwe jest także, iż dziecko zaśnie w trakcie zabiegu. Doskonale:-)

To w pewnym sensie jest początkiem pracy. Temat wydaje się dośc szeroki, bo dużo potencjalnych elementów potrafi budować problem. Mądre i spokojne podejście do tego jednak pozwala w sposób efektywny uzyskać oczekiwaną poprawę zdrowia. Postepowanie terapeutyczne musi być tu – szukam najodpowiedniejszego słowa i wydaje mi się, że będzie to – miękkie. Nie może dodatkowo generować u dziecka przekonania, że to przez nie ma ono ten problem i jest to coś tak wielce niedobrego,że.. Stąd konieczność tej miękkiej delikatności w postępowaniu. Określiłbym to po prostu czułością. Czeóż więcej czasem potrzeba, by wyleczyć…

Więzadło biodrowo-lędźwiowe a sprawa jelita drażliwego.
Dysfunkcje pochodzące z notorycznego przebywania w pozycji siedzącej