Intuicja. Rozważania własne.

Dziś nieco mniej technicznie, bardziej pójdę w rozważania o czymś tak bardzo niewymiernym, jak intuicja.

Kilka dni temu w ręce mi wpadła ponownie książka Lauriego Hartmana pt. „Podręcznik technik osteopatycznych”. Przejrzałem ją w poszukiwaniu odpowiedzi na zadawane sobie od jakiegoś czasu pytanie i natknąłem się na podrozdział „umiejętność przeczuwania – „szósty zmysł””. Zatrzymałem się i przeczytałem tekst w pewnym sensie go odkrywając na nowo. Gdy nabyłem ten podręcznik, byłem nie specjalnie zainteresowany rozmyślaniem nad intuicją i tym, co gdzieś w sobie pielęgnując, dopuszczam wielokrotnie do głowu, nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. O czym mowa?

Relacja terapeuta pacjent jest interakcją, wymianą, dzianiem się pomiędzy dwoma istotami, osobowościami, ciałami i – jakkolwiek rozumianymi – energiami. To tak, jak z ludźmi w ogóle – z jednymi dogadujemy się łatwiej, inni nas w pewnym sensie odsuwają od siebie w sposób dla nas niezrozumiały a do innych kleimy się, jak dzieci, dobrze się z nimi gada i spędza czas, cieszą nas sobą. W gabinecie sprawa ma się w podobnie, czego jednak nie będę tu analizował, gdyż nie o tym traktuje ten artykuł.

Po „przerobieniu” rękami iluś tysięcy ludzkich ciał, po wsłuchaniu się w ich częstotliwości, wgłaskiwaniu w oporującą skórę, wczuwaniu w naprężone mięśnie, wysłuchaniu iluś tysięcy historii zdrowotnych i osobistych, zaczyna się w głowie (a może nie do końca w głowie, a w ciele całym raczej?) układać pewien obraz, pozwalający na wstępne wyobrażenie sobie tego, jak będzie dany organizm reagował, jak silne lub delikatne bodźce zniesie, by proces leczenia odbywał się względnie pomyślnie, czego należy nauczyć tego czy tamtego człowieka, by zmieniać jego/jej nawyki ruchowe/emocjonalne itd. Nie chcę tu stwierdzić, że ma miejsce swoiste szufladkowanie, bo nie jest to najszczęśliwsze określenie, ale nie jest ono dalekie od rzeczywistości. Każdy bowiem jest w pewnej mierze podobny do kogoś jeszcze, nasze ciała mają swoją charakterystyczną topologię, pewną mapę, która pozwala poruszać się po ich obrębie z zamkniętymi oczami. Do tego dodajmy coś, co nazwać można darem. Darem empatii, wyobrażenia mechanizmów dysregulujących zdrowie, jakiejś własnej zdolności wglądu w stan osobniczy. To trochę, jak z muzyką: można grać na instrumencie poprawnie, ćwiczyć godzinami etiudy i zadawalać się tego efektem a można być artystą, którego wykonanie zachwyci nawet nieznających się na muzyce, gdyż „wgląd” w muzykę jest o wiele głębszy, bardziej z nią zgrany. Ksiądz Profesor Józef Tischner w Filozofii po góralsku, którą polecam z wieeelu względów, pisał, że „doktór to taki artysta, ino ze od ludzi, popuko, postuko, kołek prziciągnie i juz gro”. W tym rozczulającym opisie widać, jak bardzo harmonijność zdrowia człowieka daje się porównać do muzyki właśnie. Leczenie jest więc taką umiejętnością wysłuchania orkiestry, by móc powiedzieć , który trębacz nawalił i podjęcia się pracy z jego częścią. A może nawalać z przeróżnych powodów: zaspał, dziecko nie odrobiło lekcji, uciekł mu autobus rano, boli go brzuch, pokłócił się z panem w kiosku, zjadł coś niedobrego… O to warto wypytać, zanim przystąpi się do leczenia. Czasem trębacz nie chce powiedzieć lub się wstydzi. I zachęcić go można do tego dzięki własnej intuicji, podpowiadając pytająco: a może źle pan spał? A skąd pan wie??? Okazuje się, że leczący coś wie, czego nie powiedziałem, a trafia. Patrzy na mnie i coś czuje, coś wie. To prosty przykład, być może zbyt upraszczający temat, ale skoro muzyka i zdrowie mają tyle wspólnego, podałem taki.

Profesor Hartman zwraca uwagę na dwa słowa, które nie powinny pojawiać się w myśleniu terapeutów: nigdy i zawsze. One wskazują na swoistą kostyczność empatii, zamykanie się na myślenie, a ono jest podstawą leczenia w ogóle. Oczywiście, „szósty zmysł” to także i niejednokrotnie żółte światło, jeśli nie czerwone, które rozbłyska w kontakcie z pacjentem. Mam wrażenie, że to jest także wynik swoistego dostrajania się do drugiego człowieka i stamtąd wewnętrzny lekarz pacjenta wysyła po prostu komunikat do mnie – nie dotykaj się tego, tam drzemie poważniejsza sprawa, odeślij pacjenta do szczegółowszej diagnozy itd. Przyznam szczerze: taki niesłyszalny podszept uratował mnie kilka razy od wzięcia się za terapię źle diagnozowanych chorych, u których rozpoczynała się już choroba nowotworowa. Nowotwory posiadają pewną zdolność wydzielania w człowieku odpowiednich reakcji, które w niczym nie przypominają niczego innego, poza sobą samymi. Są więc typowe dla tego rodzaju chorób. Warto na nie zwracać uwagę i wyczulać się na ich obecność, by nie popełnić nieodwracalnych w konsekwencjach błędów. Mam w związku z nowotworami jednak pewne przemyślenie: wiele dolegliwości, które towarzyszą tym schorzeniom, reagują poprawnie na terapię odruchową i nie popadłbym w paranoje lecząc takich chorych. Głosy, które kategorycznie stwierdzają, że leczenie rehabilitacyjne w nowotworach jest zabronione, gdyż niesie ze sobą ryzyko dostymulowania procesu chorobowego, wydają się nie zauważać, że my w ogóle żyjemy w środowisku wypełnionym bodźcami: od pola elektromagnetycznego sieci komórkowych, telewizji, radia, po następstwa prób atomowych, schemizowanie pożywienia itd. Jeśli terapia może poprawiać jakość życia chorego, mam wręcz obowiązek omówić ją z pacjentem i wspólnie dojść do wniosku, czy i jakimi drogami pójdziemy wspólnie. Nie dajmy się ponieść fantazji oczywiście i pilnujmy pewnego porządku, który nie pozwala leczyć przerzutów nowotworowych do kości zabiegami mobilizacji tudzież stawianiem baniek lub nagrzewaniem solluxem. Rozum powinien jednak współpracować z intuicją, co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Intuicja to głos doświadczenia, pomnożony przez podstawy wiedzy, empatii i mojej własnej pamięci tkankowej, swoistego układania w sobie kolejnych godzin z pacjentami, ich historiami, postępami tudzież ich brakiem oraz wypadkową tychże, prowadzącą mnie w otwarty sposób ku kolejnemu człowiekowi. A ten ma swoją skórę, swoje mięśnie, swoją historię…

 

 

Dziecko nie jest efektem ubocznym...
Informacja dotycząca pracy gabinetu w dłuuuugi weekend majowy