blodef

Igłoterapia

Przyszła pora na opis jednego z najskuteczniejszych zabiegów odruchowych, które znam – igłoterapii.

Zabieg odkryty nieco przypadkowo – lekarze usiłując podawać środki dostawowe, wielokrotnie z powodu różnych ograniczeń, nie byli w stanie wprowadzić leku a próbując wykonać injekcję – dotykali igłami określonych punktów okrywających staw. Ku zdziwieniu pacjentów i samych lekarzy, okazywało się, że „nieudany” zabieg przyniósł nieoczekiwany pozytywny efekt. Zaczęto więc obserwować to nieznane dotąd zjawisko i po wielu próbach, powtórzeniach spisano te obserwacje wraz z listą zastosowań. Tak pokrótce można opisać powstanie metody zwanej igłoterapią. Dla wielu nie do przyjęcia. Dla wielu jedyna praktycznie skuteczna metoda walki z bólem i przeróżnymi dolegliwościami chronicznymi. Ale kto zacz..

Igłoterapia jest metodą polegająca na wkłuciu igły injekcyjnej w miejsce określane punktem maksymalnie bólowym / lub polem takich punktów. Czym jest takowe miejsce? Jest to stan (!!! – uwaga na to słowo, ono tłumaczy więcej, niż się wydaje) tkanki, zmieniony pod wpływem nieprawidłowych impulsów płynących z okalających punkt tkanek. Najczęściej punkty te znajdujemy na styku tkanek narządy ruchu z okostną, do której przyczepiają się te tkanki lub na samej okostnej, na którą „rozpłynęło” się podrażnienie. O których tkankach mowa? Najczęściej o więzadłach spajających ze sobą elementy stawów i o przyczepach mięśni a nie ich brzuścach. Stan podrażnienia okostnej tworzy się w pewien charakterystyczny sposób: poprzez trwanie nieprawidłowego stanu tkanki wczepionej do kości. Tą nieprawidłowością jest nadmierne napięcie statyczne, gwałtowny uraz „wpisujący” w pamięć tkanki zwiększone napięcie obronne mające w momencie urazu ochronić tkankę przed zerwaniem, uszkodzeniem oraz – co w sumie najważniejsze – przedłużające się napięcie o charakterze wzorca emocjonalnego (reakcji na otaczający nas świat, na relacje z innymi ludźmi…). Podrażnienia te, stany trwające wielokrotnie latami, prowadzą do określonego obrazu patologicznych napięć niosących ze sobą zazwyczaj następowe schorzenia czy to w samym narządzie ruchu czy też w narządach wewnętrznych. Jednym ze sztandarowych objawów takowych procesów jest ból i to on powoduje konieczność poszukiwania skutecznej metody na walkę z nim.

Z jednego wkłucia wykonuje się zazwyczaj kilka/kilkanaście ukłuć punktu/punktów zmienionych czynnościowo. Zabiegowi towarzyszą zwykle: pojawienie się reakcji, która jest doskonale znana pacjentowi („tak, to jest ten ból, który znam”, „oo, tak, tamtędy ten ból promieniuje”), swoiste „przeładowanie” emocjonalne, któremu mogą towarzyszyć łzy, płacz, krzyk oraz/lub reakcje autonomiczne w postaci omdleń, wrażenia osłabienia, reakcji jelitowych itd. Dla terapeuty zabieg ten ma dwojaki charakter: diagnostyczny i leczniczy. Diagnostyczny, bo pokazuje, czy dane miejsce jest współtwórcą określonego schorzenia, współuczestnikiem łańcucha zdarzeń, a leczniczym, gdyż wprowadzone w trakcie zabiegu bodźce uruchamiają lawinę reakcji mających na celu zmianę sytuacji miejscowej ale – co ważniejsze – całościowej człowieka leczonego. Dla terapeuty intensywność tzw. reakcji pozabiegowych jest podpowiedzią i próbą sondowania, jakie będą efekty zabiegu. Dla pacjenta mogą być trudnym do znoszenia kilkudniowym doświadczeniem, ale uświadomiony o tym chory, łatwiej wytrwa i chętniej będzie obserwował to, co dzieje się z jego ciałem w trakcie następujących po zabiegu dni.

Śmieję się czasem i żartuję mówiąc, iż z igłą jest jak z Cyganką – prawdę ci powie. Jest w tym na serio sporo prawdy – punkty nieistotne w leczeniu nie dadzą ani reakcji w trakcie zabiegu ani tym bardziej po, czym usną się w cień i nie będą brane pod uwagę w danym momencie. To, co pokazuje igła, jest zazwyczaj istotne w procesie leczenia. Stąd moje przywiązanie do tego zabiegu i ogromne do niego zaufanie. Zabieg nie jest zazwyczaj szczytem przyjemności dla samego pacjenta, gdyż potrafi boleć i to boleć boleć, ale zastosowany dobrze – przekona do siebie chorego.

Igoterapię wykonuję zazwyczaj igłami injekcyjnymi 0.8, 0.6, 0.5 i 0.45mm w zależności od miejsca wkłucia. Zabieg wykonuję w warunkach septycznych, odkażąjąc skórę środkiem Skinsept.

W sytuacji, gdy mamy do czynienia z dolegliwością określaną przez chorego, jako wieloletnie schorzenie, można liczyć na dużą burzę w organiźmie po zabiegu. Burza ta jest wspaniałą odpowiedzią mechanizmów samoregulacji, iż miejsce trafienia igły jest właściwe i dobrze rokuje efektami. Zabieg o charakterze szoku miejscowego (gdyż takim jest igłoterapia) działa według zasady: im gorzej po, tym lepiej:-). Wymaga wiele zrozumienia od pacjenta, ale jest ogromnie pomocne w usuwaniu dolegliwości, poprawianiu funkcjonowania ciała a co najciekawsze – wielokrotnie poprawianiu stanu emocjonalnego człowieka poddanego zabiegowi. To najbardziej potrafi zadziwić chorego, ale jest za każdym razem wielką nauką dla terapeuty. Pacjenci relacjonują także ustępowanie dysfunkcji, o których nawet nie wspominali, gdyż uznali je za niepowiązane ze schorzeniem, które przyszli leczyć w gabinecie rehabilitacji.

Igłoterapię pokazał mi mój Mistrz Andrzej Rakowski i jestem Mu za to dozgonnie wdzięczny. Nauczyli mnie jej i uczą do dziś moi pacjenci…

Igłoterapia jest jednym z Cesarzy Zabiegów Odruchowych o wielkiej sile oddziaływania.

 

Wpis bez tytułu
Moksa z innej perspektywy