blodef

Drżenie ciała w trakcie terapii – do zdrowienia przez zaskoczenie.

Jednym z bardziej pożądanych zjawisk dziejących się podczas pracy z ciałem jest samoczynne drżenie mięśni.

 

Skąd ono się bierze i jaką ma naturę?

 

Drżenie na poziomie każdej ludzkiej komórki jest zjawiskiem świadczącym o życiu człowieka. Energia drżenia różni się w zależności od okresu życia. Dzieci – jak zawsze mistrzowsko – znajdują się na jednej skrajni skali, człowiek, który umarł – na drugiej. To drżenie wskazuje na swoistą „palność” dzieci, na ich siłę życia, wolę i niespętanie regułami, przekazem społecznym czy Bóg jeden jeszcze wie, czym. Ich niemożność usiedzenia na miejscu jest niczym innym, jak właśnie tym niepohamowanym drżeniem. Zmienia się ono z wiekiem, by w trakcie życia przechodzić w bardziej stabilne formy.

 

Jednym z powodów hamowania tych drżeń w człowieku jest tłumienie emocji.

 

Im proces ten zachodzi drastyczniej, im bardziej emocje chwytane są w uścisk, by nie wypływać na zewnątrz ciała, tym bardziej tłumione jest naturalne drżenie. Im mocniej chwytane są te ważne emocja, im mocniej obezwładniane, tym ciało gwałtowniej się wyhamowuje.

 

Czym ciało – a raczej nasza świadomość – wyhamowują emocje? Ano mięśniami, bo ma je pod ręką i dysponuje nimi do woli i według woli. Weźmy na ten przykład płacz. Płacz jest zjawiskiem, które przynależy do oddechu. Społecznie jest traktowany dość głupio, bo dopókiśmy dziećmi, dopóty jakoś tam nam się pozwala płakać, choć z tym także bywa różnie. Ale im dziecko starsze, tym mocniej zaczyna się piętnowanie płaczu, jako społecznie niepasującego, nieakceptowanego. „Nie maż się, jak baba”, „prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze”, „co ryczysz” i kilka tym podobnych, plus podniesiony głos rodzica lub krzyk wręcz i dziecko posłusznie zamyka swoje łzy w imadle mięśni, posłuszeństwa, wykonywania poleceń tych, od których zależy.

 

Płacz dziecka to wszechdrżenie. Wszystkiego, co się nawinie. Twarzy, przepony, która skacze, jak oszalała, brzucha, który pozwala przeponie na swawolę i idzie ono aż do stóp. Dziecko płacze całym sobą. Całą swoją elastycznością, kurczliwością. Dorośli płaczą zazwyczaj twarzą, by nie powiedzieć – wybranymi mięśniami twarzy. Tak bardzo nie pasuje dorosłym płacz, że robią wszystko, by jak najbardziej go ograniczać. Czym? Napięciem mięśni…

 

Śmiech dziecka to wszechdrżenie. Wszystkiego, co się nawinie. Śmiech dorosłego z rzadka zagląda do brzucha, bo pomiędzy klatką a brzuchem stoi na straży przenaprężona przepona, która jak mur oddziela głowę od miednicy, brzucha, bioder. Oddziela nas od naszego centrum. Czym? Napięciem…

 

Oddech dziecka to znowu wszechdrżenie, które pozwala na zawładnięcie biodrami, miednicą, omiatanie całego ciała życiodajnym powietrzem. Oddech dorosłego to przecież czasem tak spłycone coś, że trzeba ponownie dorosłych uczyć oddychać. Kursy, ćwiczenia oddechowe i nauka relaksacji – ciekawe, co stanęło na drodze pomiędzy tym, kim teraz jestem a tym, kim byłem, będąc dzieckiem? Napięcie mięśni…

 

Napięcie mięśni wstrzymuje drżenie komórek. Ciała. Umysłu. Oddechu. Radość. Płaczu. Usztywniając nas, zbliża nas do śmierci. Do śmierci z bezruchu, nienaturalność, sztywności, sztuczności reakcji, działaniu wbrew Prawu Natury. Dlatego też ciało sięga po przeróżne metody ratowania siebie i jedną z nich jest samoczynne drżenie mięśni, które można wygenerować podczas terapii.

 

Jeśli dotkniemy mięśnia / mięśni, które schowały w sobie emocje i postaramy się pociągnąć je ku sobie z intencją zdrowienia, istnieje duża szansa, że odpowiedzą one samoczynnym drżeniem, dzięki któremu zaczną powracać do zrelaksowanego stanu, który towarzyszył im x- lat wstecz. Im mocniej hamujące lub im mocniejsze emocje związane w mięśniu, tym reakcja może być burzliwsza. Wybuchowi emocji towarzyszyć mogą przeróżne reakcje właśnie od płaczu poczynając, przez szloch nawet, śmiech, „głupawkę”, do spadku nastroju itd. Fizycznie: ciało zaczyna samowolnie i niekontrolowalnie się kurczyć, nogi, ręce, brzuch, przepona, twarz, zęby stukają same, same dziwy :-). Przypomina to bardzo sytuację, kiedy mocno przemarzniemy i mięśnie drżąc – próbują wygenerować ciepło, by nas dogrzać. W pewnym sensie jest to podobne: tu mięśnie starają się wygenerować skurcze, by nam dodać paliwa, byśmy powrócili do stanu sprzed napięcia. Następowo zazwyczaj mamy do czynienia z wrażeniem dużego zmęczenia, porównywanym niejednokrotnie do ciężkiego spracowania. Trudno się temu dziwić: pracujące w skurczu przez lata mięśnie, niedoczyszczone z produktów przemiany materii, odzwyczajone od pracy skurcz – rozkurcz… I te emocje, które eksplodują. Tworzy się nowy porządek, po którym wszystko jest już inne. Coś zostało zrzucone, ciężar niesiony w ciele się zmniejsza, można poszukać nową przestrzeń na nowe myślenie, odczuwanie, nową jakość emocjonalności. To czas na nowego ja, nową ja. Na zmianę mojego myślenia o samym sobie / samej sobie. O priorytetach, którymi się kierują. To moment spojrzenia na tło, które bardzo często stanowią tzw. inni ludzie, pod których zadowolenie gramy niejednokrotnie wbrew sobie. Ten proces potrafi trwać, aż do pełnego wygaszenia, może wyzwalać się samowolnie, gdyż ciało zachęcone do tego typu wyzwolenia, skorzysta z niego chętnie, gdy tylko uzna to za stosowne. Nie ma się co tego bać, choć zakres tych drżeń, ich siła i ekspresyjność potrafią zadziwiać.

 

Terapia, w której udaje nam się sięgać do takich mechanizmów samoleczenia, musi być wsparta samodzielną pracą pacjenta. Mowa tu o uelastycznianiu tych mięśni, które latami trwały w skurczu, o poszukiwaniu takich form aktywności ruchowej, które pozwolą powracać znów do zdrowego odczuwania własnego ciała, jako struktury ogarniętej drżeniem. Drżenie to – jak wspomniałem – jest oznaką zdrowia. Pomaga nam czuć całym sobą każdy aspekt życia:radość, rozkosz, śmiech, płacz, mowę, taniec, bieg, zabawę z dzieckiem, sen… Pomaga złączyć się z wszechdrżeniem wszechświata, Natury, być znów szczęśliwą częścią Życia. I nie ma co się bać tego, że ciało jest mądrzejsze od nas :-). Warto znów czuć ciało, jak dziecko. Tak jest zdrowo. Tak jest po mistrzowsku!!!

 

Gojenie. Jesteśmy świadkami cudów.
Słowa w terapii.