calm-sea-1

Czy stres boli?

Nie.

Dlaczego?

Bo stres nie istnieje?

Dziwne? No właśnie nie! Bo czym jest stres? Iluzją, fikcją, wymysłem naszej wyobraźni, słowem służącym psychologom, psychiatrom, farmacji, różnej maści doradzaczom, podstawiającym nam pod nos gotowe pomysły, jak radzić sobie ze stresem. Ale jak radzić sobie z czymś, co nie istnieje?

Dlaczego stres nie istnieje? Proste. Wyobraźmy sobie grzybobranie: idziemy do lasu z zamiarem wypełnienia koszyka smakowitymi grzybami. Nurkujemy więc pod brzozy w poszukiwaniu kozaków, koło dębów szukamy borowika, jodły potrafią chronić maślaki. Odrobina cierpliwości, spostrzegawczości i czasu i koszyk pełen. Wyobraźmy sobie teraz stresobranie: wychodzimy z domu z zamiarem wypełnienia koszyka stresem. Rozglądamy się, szukamy i nic. Niczego nie znajdziemy. Bo stres nie istnieje.

O co więc chodzi ze stresem? O nasze wyuczone reakcje na sytuacje, które dla potrzeby figury retorycznej określane są, jako sytuacje stresowe. Zagadnienie ociera się jednak mocno o względność! Co dla jednej osoby jest „stresujące”, dla innych nie jest takie wcale. Więc nie ma mowy o żadnym obiektywizmie zjawiska. Czym są nasze wyuczone reakcje? Programem, który wciekł w nasz krwiobieg, w nasze myślenie, w nasz system hormonalny, w nasz układ reagowania, został tam zapisany przekazem wychowawczym domu rodzinnego, środowiska, w którym wzrastaliśmy, społeczności, a która wyróżniała tę a nie inną formę zachowań, niejednokrotnie nagradzając ją sowicie.

Reakcję na jakąkolwiek sytuację można poprowadzić dwojako: rozhuśtaniem organizmu, rozstrojeniem harmonijnej wibracji na rzecz chaosu wewnętrznego (nazywanego powszechnie zdenerwowaniem) albo spokojnym przejściem przez wzburzone wody niespodzianki dla utrzymania ciszy wewnętrznej. To wymaga ćwiczeń na poziomie umysłu i ciała i jest jak najbardziej wykonalne przez każdego czytającego te słowa. Na przeszkodzie stoją nam – jak zawsze – ugruntowane przekonania w kwestii naszej reaktywności oraz tego, że – co powszechnie słyszymy – ” w tej sytuacji to każdy by się zdenerwował”. Na przeszkodzie stoi nam przeklęte słówko „ale”, którym wykręcamy się ze wszech sił z możliwości zmiany tego czegoś w nas, co utrzymuje dotychczasowe tryby myślenia i reagowania przy życiu, karmiąc je kolejnymi okazjami do potwierdzania swoich racji.

Pytanie pomocnicze:”dlaczego czyjeś zachowanie lub ta sytuacja mają stać się powodem mojego zdenerwowania czy gorszego samopoczucia?” wydaje się pytaniem kluczem. Odpowiedzi udziela sobie każdy z osobna, dobrze? Tylko szczerze 🙂

Odniesienie do prezentu wręczanego nam przez kogoś jest chyba najtrafniejsze. Jeśli go nie przyjmę, pozostanie on w posiadaniu wręczającej go osoby. Czyli nie jest mój. Dokładnie to samo dzieje się w każdej sytuacji, której jesteśmy uczestnikami. Nie wpuszczając do siebie treści słów wypowiadanych przez kogoś lub nie reagując na czyjeś zachowanie rozstrojeniem własnego spokoju, możemy trwać w wewnętrznej ciszy i dzięki temu utrzymywać siebie w stanie zdrowia i harmonii. Co ciekawe – taki typ reagowania spotka się zapewne z reakcją jeszcze większej agresji czy słownej czy energetycznej, ale jest też druga opcja – postawa ciszy i opanowania „spuści powietrze” z nacierającego i w związku z brakiem oczekiwanej reakcji odstąpi on od dalszych starań wyprowadzenia nas z równowagi.

Czy to jest w ogóle możliwe? Przecież dotyka nas tak wiele sytuacji, w których „trudno jest zachować spokój i opanowanie”. To jest możliwe. Zmiana przekonań, a z nimi własnego wyuczonego sposobu reagowania na sytuacje, których stajemy się uczestnikami, to kierunek wart rozważenia. Skoro coś działa niekorzystnie na mnie i moje samopoczucie (w ostateczności na moje zdrowie), dlaczego mam uporczywie trwać przy tym czymś, tłumacząc sobie jednocześnie powody, dla których nie chcę niczego zmienić? Kłania się więc kwestia wyboru tego, co jest dla mnie dobre lub tego, co mi nie sprzyja. Choć wiele osób potrafi wybierać te niesprzyjające im przekonania z lęku przed nieznanym. Zawsze oswojone moje jest bardziej znane, niż to, czego nie znam. Popatrzmy na efekty trwania przy tym „swoim” (zazwyczaj nie są to nawet nasze przekonania, bo wynikają z przekazu zewnętrznego) i sami zdecydujmy. Czy warto zmienić podejście do iluzorycznego stresu?

Warto!

Efekt gwarantowany 🙂

calm-sea-1

Zapytania znad śniadania - w sam raz na wakacje!
3 lata Fundacji DANTIAN
X